[zanim zaczniesz czytać włącz muzykę do słuchania w tle
Możesz odejść, nie będę płakać.
Tyle już łez wylałam, wystarczy. Wypłakałam je przy tobie, więc rozstanie będzie na sucho.
A bez mokrych oczu nie ma wzruszeń do głębi, więc zostanie tylko wzruszenie ramion. I wszystko będzie mi jedno, bo niewydobyty żal i smutek zostanie w środku.
Brakuje przecież łez, z którymi mógłby wypłynąć.
Odejdź, choćby i zaraz. Tyle już obok mnie byłeś, za długo.
Więc nie wahaj się, nie obracaj na pięcie, idź. Teraz, już, z niedokończonym zdaniem na ustach. Każda minuta zwłoki to przeciąganie bycia razem. To o minutę mniej własnego życia. Minutę, później dwie, w końcu godzinę.
O tyle kurczy się nasza osobność - tak bardzo przecież oczekiwana.
Nie bądźmy już razem, na litość! Naszym myślom i słowom zaczyna robić się ciasno. Gnieżdżą się jak studenci w za małej kawalerce. Nie godzą się ze sobą i mają sobie za złe.
Rozpychają się, pochmurnieją, wybuchają.
I wciąż rodzą się nowe jak niechciane dzieci, do których nikt nie wzdycha i nie chce adoptować. Nie płódźmy ich tylko po to, żeby je sobie z wrogością podrzucać.
Odejdź, no proszę, namawiam. Jak telemarketera, drżącego o utrzymanie rozmowy, żeby odłożył słuchawkę.
Nalegam: skończ i odejdź.
Idź i nie ważne dokąd.
Byle nie za daleko.
I wróć na obiad.
zdjęcie: źródło
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.