Nie pamiętam kto i kiedy udostępnił zdjęcia z facebookowego profilu Górnej Chaty, ale pamiętam dokładnie, że od razu przykuły moją uwagę i rozkochały mnie w sobie tak mocno, że z miejsca poprzysięgłam sobie, że kiedyś do tej Ziemi Obiecanej pojadę. Zaczęłam więc śledzić Górną Chatę na fejsie i z każdym kolejnym widokiem, który pojawiał mi się na streamie, serce aż rwało się, żeby tam pobyć, złapać własnym wzrokiem tę soczystą zieleń na tle gór stykających się z niebem i poczuć ten kawałek gorczańskiej przestrzeni na własnej skórze.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Foto wpisy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Foto wpisy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 16 maja 2017
wtorek, 2 sierpnia 2016
czwartek, 7 lipca 2016
Nowy rozdział w historii Świata: Mery
Był piękny lipcowy dzień. Nawet zbyt piękny. Lato 2013 jak na złość zaczęło się wcześnie i intensywnie, co ciężarnej u progu rozwiązania nie sprawia specjalnej przyjemności. Co więcej został jeszcze tydzień do rozładowania nas z dwupaku, czyli realnie rzecz biorąc jakieś 561563462748 dni. Dla poprawy nastroju wybrałam się do fryzjera. Niestety mojemu nastrojowi nic nie było w stanie pomóc. Moje nieżaroodporne wcielenie sunęło w pocie czoła pędem ślimaka i niewybrednie przeklinało swój los.
Właśnie wtedy, turlając się ulicą, a następnie siedząc w fotelu poczułam TO, choć wówczas nie utożsamiałam tego uczucia z TYM. Jakiś tam niewinny skurcz - niby jeden z wielu. A okazał się zaraniem nowej ery!
czwartek, 26 maja 2016
Nic dwa razy się nie zdarza
Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy.
A jednak zdarzyło się dwa razy. Czy byłam uczniem najtępszym w szkole świata, skoro mogę repetować i zimy, i lata?
Zdarzyłam się drugi raz. Ja. Taka sama. Niebieskooka, blondwłosa, charakterna.
Znów rozbijam kolana o te same kamienie. Ponownie złoszczę się, kiedy coś mi nie wyjdzie. Identycznie zjada mnie ambicja i tak samo kocham rysunek i śpiew. Znowu grymaszę przy pomidorach i gardzę surówkami. Stroję się przed lustrem i najbardziej lubię warkocze.
czwartek, 7 kwietnia 2016
10 oznak prawdziwej WIOSNY!
Początek każdej pory roku zawsze kojarzy mi się z niepowtarzalnym przełomem, punktem zwrotnym [albo i kilkoma], który wyraźnie mówi mi: the time has come. I tak w przypadku wiosny tych zwiastunów mam dziesięć. Kiedy się pojawiają to już przesądzone i nieodwracalnie: wiosna zaczęła się na dobre. A większość z nich wspominam z nostalgią, bo przypominają mi czasy słodkiego dzieciństwa.
piątek, 18 marca 2016
Gdybym nie miała dzieci to ...
... nareszcie zrobiłabym te DIY ze skrzynek, które stoją i błagają o czyn już od dwóch miesięcy. Ogarnęłabym strych, zagracony po sufit i zrobiła w końcu ten jarmark na allegro. Bloga bym prowadziła takiego, że łohoho! I to regularnie, po 2 wpisy dziennie. A dom jak bym urządziła! Zdjęcia nareszcie bym wydrukowała i powkładała do ramek, a przemeblowanie robiła raz na tydzień. Zaniosłabym buty do szewca - te moje ukochane, chodzone niewiele, bo zamek szlag trafił. Teraz jakoś tak ten szewc jest zawsze w inną stronę niż moje codzienne kierunki. Ale gdyby dzieci nie było to miałabym masę czasu na spacerki na drugą stronę miasta.
A do tego czytałabym na potęgę, zajęła się nareszcie fotografią, sportem, tworzeniem ...
A GUZIK!
poniedziałek, 19 października 2015
Agaffall
- Jesień? Taa, znam. To ta nachmurzona laska, co wpędza ludzi w deprechę. Niby mija się z Latem niewinnie, przybijając sobie z nim piątki promykami słońca, ale tak naprawdę to niepoprawna melancholiczka. Jak wlezie i się walnie na kanapie to już tylko wylewa żale, ubłocone buciory wyciera w dywany, ponuro wzdycha i puszcza w kółko smęty na jutubie. Czeko przynosi. Że niby do zasysania w długie wieczory. Ale na czekoladę to ja mam alergię ...
- Tak? To ty w ogóle nie znasz Jesieni!
wtorek, 22 września 2015
My kids - my passion
"Mój syn ma pięć lat. Kiedy odbieram go z przedszkola i wracamy do domu to każde z nas odwraca się i idzie do swoich zajęć".
Długo nie mogłam otrząsnąć się z tych słów, usłyszanych ok rok temu. Nie żebym była zafiksowaną matką polką, ciemiężącą dzieci swoją obecnością w myśl zasady, że ich nie wolno opuszczać. Nie, nie. O tym, że warto znajdować wyjście z domu i korzystać z życia, nawet mając rodzinę pisałam już w tekście Matko, daj sobie czas. Nie mogłam się otrząsnąć, ponieważ nie rozumiałam jak to jest nie mieć ochoty robić niektórych [wielu] rzeczy wspólnie.
środa, 26 sierpnia 2015
3 lata ... i co dalej?
Przez całe trzyletnie życie Meli wiedziałam o macierzyństwie wszystko. Byłam przecież podpierana bezpiecznym ramieniem wiedzy z poradników o żywieniu, skokach rozwojowych, zabawkach i zabawach. Na każdy miesiąc, na każdy tydzień mogłam znaleźć dokładną instrukcję obsługi dziecka. Jak uzupełniać menu, w czym kąpać, jak nosić, jak nie zwariować, jak żyć bez snu. Zewsząd góry artykułów o alergiach, wychowaniu, niezbędnikach w wyprawce i pomysłach na prezenty. Matka - level master. Ale kiedy moja córka skończyła 3 lata przeszedł mnie lekki dreszczyk i taki jakby szyderczy strach zajrzał w oczy, pytając 'no i co teraz cwaniaczku?'.
poniedziałek, 29 czerwca 2015
Karwia, a w niej my - kadry do kochania
Wakacje nad morzem były strzałem w dziesiątkę. Piach i woda to najlepsi dziecięcy przyjaciele, a jeśli dodać do tego kilka innych atrakcji to już mamy wyjazd idealny. Ale co tu dużo mówić, zobaczcie sami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



