Agaffall

- Jesień? Taa, znam. To ta nachmurzona laska, co wpędza ludzi w deprechę. Niby mija się z Latem niewinnie, przybijając sobie z nim piątki promykami słońca, ale tak naprawdę to niepoprawna melancholiczka. Jak wlezie i się walnie na kanapie to już tylko wylewa żale, ubłocone buciory wyciera w dywany, ponuro wzdycha i puszcza w kółko smęty na jutubie. Czeko przynosi. Że niby do zasysania w długie wieczory. Ale na czekoladę to ja mam alergię ...

- Tak? To ty w ogóle nie znasz Jesieni!

Tą Jesień, która przyszła do nas w weekend, celebrowaliśmy. Była najpiękniejszym zjawiskiem na świecie. Ogrzewała słońcem nasze plecy i skutecznie odwracała uwagę od wskazówek zegara. Była czarodziejska.

Zorganizowaliśmy sobie weekend jeszcze bardziej rodzinny niż zwykle - bez dodatkowej pracy, bez sobotnich zakupów z cyklu na cały tydzień, bez pośpiechu. Łapaliśmy świeże, ciepłe powietrze, zbieraliśmy klejnoty z leśnego skarbca i zachwycaliśmy się nimi tak, jakbyśmy widzieli je po raz pierwszy w życiu. Dzieci nas nauczyły.






W kolczastych skorupkach, niczym w pieczołowicie opakowanych prezentach czekały niespodzianki. Dzieci zaglądały do nich z najprawdziwszą ciekawością. To kasztan! Tak, to kasztan! Kasztan!



Potrójny!


Do rączki. Do torebeczki. Do kieszonki. Do zabawy. Na szczęście.
Jesienny skarb.


Zwykle jest tak, że w weekendy uciekam od gotowania. Żeby nie siedzieć w kuchni, w domu. Tym razem poświęciłam weekendowemu menu bardzo dużo uwagi. Musiało być ... jesiennie do oporu, ze wszystkimi najważniejszymi smakami i zapachami.

Koniecznie na zewnątrz. Koniecznie z kremem dyniowym. Koniecznie z tymiankiem. Koniecznie z grzankami. Chcecie wiedzieć jak go stworzyłam? Powiem Wam:

1. Ugotowałam bulion z warzyw. Intensywny, taki że ohhh.
2. Na oliwie podsmażyłam pokrojoną w kawałki dynię i ziemniaki, posypane curry.
3. Bulion odcedziłam i przelałam do większego garnka. Kiedy się zagotował dodałam dynię & ziemniaki
4. Dołączyłam 8 gałązek świeżego tymianku i gotowałam do miękkości.
5. Zblendowałam.
6. Dzieci zjadły. Ale ... w wersji dla nich całkowicie pominęłam podsmażanie i curry. Warzywa po prostu ugotowałam na bulionie.






Oczywiście do tego sok świeżo wyciskany. Z jabłek prosto z ogrodu, marchewki i kawałka imbiru. Łatwo, zdrowo i ... jesiennie ofc :)








To, co mi się marzyło, a co było awykonalne w ostatnich latach to ognisko. Nie grill, tylko prawdziwy płomień, strugane patyki z nadzianym chlebem i kiełbaskami i ziemniaki upieczone w popiele. Jak za tamtych czasów, kiedy ogniska dogasały o 4 nad ranem przy dogorywających już dźwiękach gitary i pierwszych podrygach wschodzącego słońca.






Koniec kulinarnego dnia pachniał korzennie i smakował jak ciasto marchewkowe, przywodzące na myśl szum październikowych liści i pierwsze mroźne dni, kiedy z przyjemnością wraca się do domu, roluje w kocu i sprawia przyjemność kubkom smakowym. Wszystko dzięki niepowtarzalnemu ciastu od Przypraw mnie 


Nawet w najcieplejsze niedziele nie ma nic lepszego od esencjonalnego rosołu na trzech rodzajach mięsa i przyzwoitej ilości warzyw. Na modłę staropolską.

A co w tym zestawieniu robią przedstawiciele orientu? Sajgonki z jesienią nie mają zbyt wiele wspólnego, ale są tak pyszne, że musiały tego dnia znaleźć się na stole. Po przepis skoczcie do Kwestii Smaku.



Orzeszki ukochane, coś wspaniałego ahhhhh. Tylko przez kilka dni po zebraniu utrzymują świeżość i ten wyrazisty smak. Na tych kilka dni czekam cały rok.


Co ciekawe, przygotowania w kuchni, choć było ich dużo, nie przytłoczyły mnie. Wprost przeciwnie, były czystą przyjemnością i nie miałam poczucia marnowania czasu w kuchennych oparach, który mogłabym spożytkować inaczej, lepiej. Może to dlatego, że wszystko smakowało tak fantastycznie? - Tak, jak sobie zaplanowałam. Może dlatego, że rozpierała mnie energia [słoneczna najpewniej]? Może dlatego, że wszystko robiliśmy wspólnie, Agaffamilijnie?



Miałam takie ambitne plany na kreatywne zabawy i prace plastyczne znalezionymi cudami natury...






Tymczasem plany wzięły w łeb i ograniczyłyśmy się do najprostszych kasztanowych ludzików, obrazków z liści i jarzębinowych korali. Ale to nie ważne. Zabrakło nam czasu, bo całe dnie spędzaliśmy pławiąc się w złocie i ładując akumulatory na mające nadejść dni ponurej mgły i ciemności. Nie byliśmy zawiedzeni.


















Idealny finał intensywnego weekendu kryje się pod nazwą odprężającego alkoholu w iście jesiennym klimacie. Czerwone wino z aromatycznymi przyprawami i towarzystwem Mężnego ... i nic więcej nie potrzeba do doskonałości. Pełen zen.



4 komentarze:

  1. No, piękny mieliście weekend, pozazdrościć :). Uwielbiam takie złotojesienne dni, kiedy sporo się dzieje, ale jednocześnie jest bardzo, bardzo spokojnie :).
    Ognisko! Świetnie! Też będę miała - w tę sobotę. Czy do rana? Zobaczymy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to - dużo się działo, a jednocześnie było błogo i spokojnie :) To fenomen i chyba ma podłoże gdzieś pomiędzy hormonami szczęścia :)
      Bardzo polecam ognisko własnie teraz. Skutecznie hamuje chłód, który za wszelką cenę chce nas osaczyć. Ale do ognia się nie zbliża :)
      A jesień ... mam nadzieję, że jeszcze nas zauroczy w tym sezonie.

      Usuń
  2. Wymarzony weekend...piękne zdjęcia....pogody to wam zazdroszczę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co prawda to nie ostatni weekend, ale pogoda ostatnio nie należy do najgorszych :)

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.