Szacunek do dziecka to taka prosta sprawa



W czasach mojego dzieciństwa zwykło się mawiać: "dzieci i ryby głosu nie mają". Mały człowiek miał się bezwzględnie podporządkować i dopasować. Nie było że "nie ma dzieci - są ludzie, ale o innej skali pojęć". Nie było że "dzieci nie są głupsze, tylko mają mniej doświadczenia". Nie było, choć autor tych słów, Janusz Korczak żył i działał kilka dekad wcześniej. Nie było szacunku. Istniała Konwencja Praw Dziecka, ale widać była mało ceniona wśród rodziców i nauczycieli.

Co mówią rodzice i jak słyszą to dzieci - czyli o rodzicielskim feedbacku



Mówisz, prosisz, namawiasz, a one i tak robią coś całkowicie odwrotnego. Jak to jest? Posługujecie się Wspólną Mową, znacie się jak nikt od łysego bobasa, a twój - wydawałoby się - jasny, prosty i klarowny przekaz i tak ląduje w Świątyni Opaczności. Zupełnie jakby w eterze między twoimi ustami a jego uszami następowała jakaś nadprzyrodzona filtracja, jakby niewidzialne fale całkowicie zmieniały kształty i sens twoich komunikatów werbalnych. Zwykle takimi niesłychanymi zjawiskami zajmują się znani i lubiani amerykańscy naukowcy, ale dziś odbiorę im nieco chleba i podejmę próbę objaśnienia tego słownego dysonansu. Otóż ... nie wiadomo dlaczego tak się dzieje, ale możemy stworzyć sobie mini słowniczek rozmówek polsko-dziecięcych. Co prawda nic to nie zmieni w feedbacku, ale przynajmniej będziemy mogli śmiechnąć i wyluzować, kiedy kolejny raz natrafimy na mur w postaci tego fenomenu w mowie ludzkiej. Oto kilka przykładów zdań, które my, rodzice wygłaszamy do dzieci oraz ich niekonwencjonalna interpretacja:

Z biblioteczki M&M vol. 1



Biblioteczka dziewczynek liczy ponad 150 książek. Niektóre z nich okazały się nietrafionymi pomysłami, kilka zostało już odstawionych na półkę wspomnień po intensywnej eksploatacji, ale reszta to nadal pokaźny zbiór. Wieloma z nich się zachwycam, sama uwielbiam je czytać razem z M&M i bardzo chciałabym o każdej z nich napisać choć kilka słów. Nie sposób zmieścić je wszystkie w jednym wpisie dlatego postanowiłam stworzyć cykl tekstów z naszymi najwspanialszymi, najbardziej kochanymi tytułami. Nie wszystkie są "modne" czy niszowe, za to wciągające, mądre, zabawne, piękne. Są po prostu absolutnymi hitami w naszym domu. Dziś zapraszam Was na część 1 :)

Nie rozumiem rodziców, którzy przechwalają się swoimi dziećmi



Dziecko to takie osiągnięcie! Efekt naszych niezmierzonych zasług, mądrość wyssana z mlekiem matki, zdolności zakotwiczone w genach. Duma milion, rodzicielski zen, satysfakcja gwarantowana. Rodzice urobieni po łokcie, a te ich dzieci takie wypacykowane, wyuczone, wymądrzone jedno bardziej od drugiego. Które bardziejsze? Które lepsiejsze? Które bardziej "już umiejące"? Nachwalić się nie można, że one takie idealne i błyszczące. Jak to wychuchane, wypielęgnowane, pozapisywane na zajęcia dodatkowe. Od pierwszego zęba skazane na najlepszość!

A ja tylko tak bardzo nadziwić się nie mogę. Tym gloryfikacjom, tym przechwałkom ostentacyjnym, tym wychowawczym zapieprzem. Że te rodzicielki takie pękające z dumy, wkładające tyle energii w konkurs boskości dziecka. Po co to wszystko?