Strony

Nie urodziłam cię po to, żeby cię bić



Kochana, pamiętam nasze pierwsze spotkanie, pierwszy krzyk, dotyk i wzruszenie. Pamiętam jak płakałaś, łykając powietrze, odczuwając chłód, światło i głos. Wszystko to było dla mnie czymś naturalnym i pięknym, ale dla ciebie zupełnie nowym, szokującym, bolącym. Przytuliłam cię wtedy, nakarmiłam i pierwszy raz w życiu poskromiłam krzyk i ból.

Na szczycie świata, gdzie niebo z lasem się brata jest Górna Chata



Nie pamiętam kto i kiedy udostępnił zdjęcia z facebookowego profilu Górnej Chaty, ale pamiętam dokładnie, że od razu przykuły moją uwagę i rozkochały mnie w sobie tak mocno, że z miejsca poprzysięgłam sobie, że kiedyś do tej Ziemi Obiecanej pojadę. Zaczęłam więc śledzić Górną Chatę na fejsie i z każdym kolejnym widokiem, który pojawiał mi się na streamie, serce aż rwało się, żeby tam pobyć, złapać własnym wzrokiem tę soczystą zieleń na tle gór stykających się z niebem i poczuć ten kawałek gorczańskiej przestrzeni na własnej skórze. 

Zdarte buty



Z nas byli tacy weseli marzyciele. Wynajmowaliśmy mieszkanie we Wrocławiu, a zapuszczenie korzeni we własnym domku na peryferiach mieściło się w naszych planach dopiero za jakieś 10-15 lat. Do tego czasu chcieliśmy zmieniać kod pocztowy przynajmniej kilka razy, a następne po Wrocławiu miało być Lazurowe Wybrzeże. Wyobraźnia podsuwała mi egzotyczne myśli o ciepłych plażach i przejrzystych wodach, wśród których mieliśmy wychowywać nasze wymarzone potomstwo. Amelka miała być szczęśliwym dzieckiem wiecznie uśmiechniętych rodziców. Rodzina pozbawiona klątwy problemów, nieskalana kłótnią. Imaginowałam też sobie odwiedziny w naszych domach rodzinnych. Mela w tych wyobrażeniach jawiła mi się jako urocza malutka panienka w śnieżnobiałych rajtuzkach, płaszczyku w pepitkę, błyszczących balerinkach i czerwonym bereciku z antenką. Mini arystokratka. Urocza Franzuzeczka. Bystra, cwana, o nienagannych manierach, grzeczna i czyściutka. Chluba dla rodziców, duma dla dziadków.

Ciekawe jak wyglądałoby nasze życie, gdyby te absurdalne wizje stały się rzeczywistością.

Share week 2017, czyli blogi, które polecam



Share week to mega pozytywna i inspirująca inicjatywa, już nie mogłam się jej doczekać! Polega na polecaniu twórców internetowych, których podglądamy i podczytujemy, i którzy wnoszą coś do naszego życia. Dzięki temu można odkryć wyjątkowych, ciekawych ludzi i przy okazji naładować akumulatory do pracy przy własnych projektach. Po pełen opis akcji odsyłam na blog Andrzeja Tucholskiego, bo nikt lepiej nie wyjaśni zamysłu i zasad tego wydarzenia niż sam autor.

Zabierzmy się do dzieła!

Krótki horror o wizycie w toalecie u prababci



- Mamo, kto zmarł? - Mery się nie patyczkuje, tylko wali prosto z mostu bez ostrzeżenia, że rozmowa grozi zejściem na zawał. A pytania znienacka o czyjąś śmierć podczas rutynowego posiedzenia na sedesie w łazience w domu prababci właśnie do takiego finiszu mogą doprowadzić. Ko zmarł? - myślę, kto mógł umrzeć? Z prędkością Pendolino wertuję w głowie fakty z niedalekiej przeszłości i żadne śmiertelne wydarzenie mi do głowy nie przychodzi. Ostatnio odszedł pradziadek, ale to już prawie 1,5 roku temu, w dodatku we Wrocławiu, w którym od prawie roku nie byliśmy. Co ją naszło tak ni stąd ni zowąd? Odpowiadam więc niepewnie, że nikt i dopytuję jeszcze bardziej niepewnie czemu pyta. A ona mi na to: Bo tak czuję. W moim sercu.

Tak naprawdę to mogłoby jej nie być



Każda pora roku ma w sobie jakiś magnes, który sprawia, że nie można się jej doczekać. Zimą kocham narty, łyżwy, zjazdy na byle czym, a w domu rozgrzewająca herbatę z syropem i pomarańczą, książki na długie wieczory. Lubię białe święta, choć takie kojarzą mi się raczej z dzieciństwem, bo obecnie zima hojnością nie powala w kwestii śniegu w Boże Narodzenie. I lubię w zimie jej końcówkę z pierwszymi podrygami wiosny. Ale tak naprawdę to zimy mogłoby nie być.

I want to wake up in a city that doesn't sleep



Od 2 miesięcy mieszkamy na nowych śmieciach. Przez pierwsze dni budziła mnie beztroska myśl, że mam już wszystko. Ziściło się jedno z najważniejszych marzeń - własne M4, urządzone przez nas, dokładnie według naszych zachcianek. Budziłam się w oparach szczęścia, jakbym osiągnęła nieśmiertelność. Upajałam się spokojem i nic-nie-muszeniem. Odpoczywaliśmy razem i ocieplaliśmy mury mieszkania ciepłem ogniska rodzinnego.