Strony

Czy musimy czuć się gorsze?


Anna Lewandowska po porodzie błyskawicznie zgubiła brzuch i wróciła do pracy.

Taki news bombarduje mnie od kilku dni, mimo że nie oglądam tv, nie czytam żadnych portali mniej lub bardziej plotkarskich ani nie śledzę ich na Facebooku. Ta informacja jest jednak tak popularna, że przebija się nawet przez moją skrzętnie pielęgnowaną ignorancję wobec różnego rodzaju dzieje się w świecie show biznesu, polityki, szczepionek i innych gorących tematów.

Czy to, co nasze dzieci publikują na swoich vlogach zawsze jest okej?



Czy macie świadomość, że dzieci też prowadzą swoje vlogi? Ale nie takie wirtualne, tylko w 100% prawdziwe, prowadzone na żywo. Czym się wyróżniają? Otóż autorzy ich nie kontrolują, nie analizują ani nie prowadzą statystyk, zatem nie wymagają żadnej domeny, hostingu ani nawet profilu na Facebooku. Są zawsze w wersji live i uruchamiają się automatycznie przy każdym napotkanym podczas spaceru odbiorcy, dlatego też nie potrzebują przycisków do szerowania. Pamięć wirtualną zastępuje im dysk o nieograniczonej pojemności, zwany mózgiem, a zamiast przycisku "replay" autor kanału repetuje swoją kwestię po każdej prośbie o powtórzenie odcinka. To są vlogi przyszłości, bo mamy autora w wersji 7D, możemy odtwarzać sobie odcinki w różnych wersjach i na bieżąco komentować, dostając w międzyczasie [mniej lub bardziej logiczną] odpowiedź.

Dzień Dziecka oryginalnie i artystycznie, czyli po naszemu



Kilka tygodni temu kupiliśmy skarbonki na dziecięce marzenia. M&M od razu wiedziały, że te marzenia nazywają się rolki [dla Meli] i Księżniczka Celestia ze świecącymi skrzydłami [dla Mery]. Marzenia dzieciństwa są takie cudowne, a ich spełnienie zostaje we wspomnieniach na długie lata. Pamiętam jak z siostrami zbierałyśmy drobniaki, żeby kupić sobie wieżę stereo. Odkładałyśmy drobne, które zostawały rodzicom z zakupów, odkładałyśmy grubsze pieniądze, które dostawałyśmy na urodziny i chociaż składanie grosza do grosza szło mozolnie to byłyśmy wytrwałe i konsekwentne. A wszystko po to, żeby w naszym pokoju nareszcie wybrzmiała muzyka. Rodzice nigdy nie powiedzieli nam, że może lepiej kupić coś praktycznego: może nowe buty, może plecak, może coś do szkoły. Wtedy z kasą było krucho, ale pozwolili nam na to nasze marzenie, a na koniec, kiedy poszliśmy do sklepu i okazało się, że brakuje jeszcze kilkudziesięciu złotych - nie kazali nam czekać i oszczędzać jeszcze dalej, tylko dołożyli nam do pełnej sumy. Dlatego od początku wiedzieliśmy, że cokolwiek sobie wybiorą M&M, my nie będziemy się mieszać ani przekonywać ich do czegoś innego.

Jaką jesteś mamą? - rozwiąż psychotest z okazji Dnia Matki



Zostałaś mamą, a zatem znalazłaś się w grupie ryzyka kobiet narażonych na nieustanną krytykę otoczenia i prześwietlanie twoich poczynań: od ilości wizyt w toalecie zaczynając, na kompetencjach w zakresie macierzyństwa idealnego kończąc. I czasami pewnie już sama nie wiesz czy się obrażać czy zignorować te wszystkie przygany i złote rady i zadajesz sobie pytanie co z tym $(^@%** zrobić. A może w to uwierzyć? W końcu oceniają Cię mamy dłuższe stażem - to prawie jak recenzentki pracy habilitacyjnej. Dlatego właśnie dziś mam dla Ciebie jedyny psychotest, który powie Ci całą prawdę o Tobie i Twoim macierzyństwie. Dowiesz się jaką w rzeczywistości matką jesteś i od teraz swoim wynikiem testu będziesz mogła odpierać wszelkie ataki i tak zwane konstruktywne krytyki - nawet rodziców dyplomowanych. Gotowa? No to do dzieła! Odpowiedz na 7 ultraprostych, szybkich pytań i sprawdź co Ci wyszło. Aha, nie zapomnij podzielić się swoim wynikiem w komentarzu :) Powodzenia!

Nie urodziłam cię po to, żeby cię bić



Kochana, pamiętam nasze pierwsze spotkanie, pierwszy krzyk, dotyk i wzruszenie. Pamiętam jak płakałaś, łykając powietrze, odczuwając chłód, światło i głos. Wszystko to było dla mnie czymś naturalnym i pięknym, ale dla ciebie zupełnie nowym, szokującym, bolącym. Przytuliłam cię wtedy, nakarmiłam i pierwszy raz w życiu poskromiłam krzyk i ból.

Na szczycie świata, gdzie niebo z lasem się brata jest Górna Chata



Nie pamiętam kto i kiedy udostępnił zdjęcia z facebookowego profilu Górnej Chaty, ale pamiętam dokładnie, że od razu przykuły moją uwagę i rozkochały mnie w sobie tak mocno, że z miejsca poprzysięgłam sobie, że kiedyś do tej Ziemi Obiecanej pojadę. Zaczęłam więc śledzić Górną Chatę na fejsie i z każdym kolejnym widokiem, który pojawiał mi się na streamie, serce aż rwało się, żeby tam pobyć, złapać własnym wzrokiem tę soczystą zieleń na tle gór stykających się z niebem i poczuć ten kawałek gorczańskiej przestrzeni na własnej skórze. 

Zdarte buty



Z nas byli tacy weseli marzyciele. Wynajmowaliśmy mieszkanie we Wrocławiu, a zapuszczenie korzeni we własnym domku na peryferiach mieściło się w naszych planach dopiero za jakieś 10-15 lat. Do tego czasu chcieliśmy zmieniać kod pocztowy przynajmniej kilka razy, a następne po Wrocławiu miało być Lazurowe Wybrzeże. Wyobraźnia podsuwała mi egzotyczne myśli o ciepłych plażach i przejrzystych wodach, wśród których mieliśmy wychowywać nasze wymarzone potomstwo. Amelka miała być szczęśliwym dzieckiem wiecznie uśmiechniętych rodziców. Rodzina pozbawiona klątwy problemów, nieskalana kłótnią. Imaginowałam też sobie odwiedziny w naszych domach rodzinnych. Mela w tych wyobrażeniach jawiła mi się jako urocza malutka panienka w śnieżnobiałych rajtuzkach, płaszczyku w pepitkę, błyszczących balerinkach i czerwonym bereciku z antenką. Mini arystokratka. Urocza Franzuzeczka. Bystra, cwana, o nienagannych manierach, grzeczna i czyściutka. Chluba dla rodziców, duma dla dziadków.

Ciekawe jak wyglądałoby nasze życie, gdyby te absurdalne wizje stały się rzeczywistością.