Na szczycie świata, gdzie niebo z lasem się brata jest Górna Chata



Nie pamiętam kto i kiedy udostępnił zdjęcia z facebookowego profilu Górnej Chaty, ale pamiętam dokładnie, że od razu przykuły moją uwagę i rozkochały mnie w sobie tak mocno, że z miejsca poprzysięgłam sobie, że kiedyś do tej Ziemi Obiecanej pojadę. Zaczęłam więc śledzić Górną Chatę na fejsie i z każdym kolejnym widokiem, który pojawiał mi się na streamie, serce aż rwało się, żeby tam pobyć, złapać własnym wzrokiem tę soczystą zieleń na tle gór stykających się z niebem i poczuć ten kawałek gorczańskiej przestrzeni na własnej skórze. 


Dlatego kiedy na przełomie 2016/2017 obmyślaliśmy z Mężnym plany wyjazdowe od razu powiedziałam, że jest takie magiczne miejsce, że to jest Niebo do wynajęcia, w dodatku z widokiem na Raj! I stało się. Zarezerwowałam termin, spakowaliśmy mandżur i ruszyliśmy na podbój szczytu świata.

A dzisiaj zapraszam Was na wirtualną wycieczkę w to przepiękne miejsce. Klikając w zdjęcie można obejrzeć je w większym rozmiarze w pokazie slajdów :)



Śniadania. Już sam chleb był ucztą. Pieczony własnoręcznie przez gospodarzy, pełen ziaren, idealny! Domowe masła, twarożki, dżemy, pasty i pasztety w towarzystwie warzyw - wszystko to sprawiało, że nie chciało się odchodzić od stołu.




Po śniadaniu czas na posiadówkę z książką albo eksplorację górskiej przestrzeni przed domem :)






Pierwszego dnia o godzinie 12 byliśmy po leniwym śniadaniu, po karmieniu kóz z córką gospodarzy, bieganinie napowietrznej, chwili z książką, teatrzyku pluszaków i tak się zastanawiałam co my tu dalej będziemy robić. Moment olśnienia był błogi: przyjechaliśmy żeby napawać się widokami, nie mieć planów, lenić się i gapić na siebie - czyli robić wszystko to, na co normalnie nie mamy czasu.























Mela i Bela ;)


















W naszym Niebie do wynajęcia. W Niebie z widokiem na Raj.


Widoki nad Jeziorem Czorsztyńskim rozbrajają.





"Mamo, zlób mi zdjęcie jak mówię >kocham cię<"












Nasz pokój nazywał się "Komnata Tajemnic". Bardziej adekwatnie być nie mogło.









Park linowy w Krościenku nad Dunajcem.









Widok sprzed naszej chaty. W tle Tatry.





Wyjście na Magurki [1108 m n.p.m.]. Taką sobie zafundowaliśmy szóstą rocznicę ślubu :) Mela dowiedziała się podczas tej wyprawy, że góry lubi tylko trochę - tylko te, którymi schodzi się w dół i tylko wtedy, kiedy po podejściu je się czekoladę ;)


























Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.