Strony

Kolęda dla tęczowego Boga

Przed kilkoma dniami na rynku muzycznym pojawił się nowy utwór Grzegorza Turnaua i Magdy Umer "Kolęda dla tęczowego Boga". Oprócz licznych słów zachwytów nad ujmującym tekstem pojawiły się także głosy, że artysta upolitycznił swoją twórczość, szeregując Aleppo między Bracką a Vis a vis. Wielu fanów pisało w sieci, że zawiodło się tym krokiem oraz że nie niesie on niczego dobrego. Czy rzeczywiście wkroczenie na tak śliski grunt jest faux pas i czynem niepożądanym? Pierwsze co przyszło mi do głowy to inne dzieła znanych twórców ocierające się o politykę i temat wojny.

Tymczasem ktoś spuścił pierwszy tego dnia łomot swoim dzieciom...


Mery obudziła nas serią buziaków pomieszanych z kopniakami. Nie interesowało jej przeglądanie książek ani nawet zabawa najnowszym fantem od Mikołaja. Chciała nas. Bezwzględnie, teraz. Stanowczo odrzucała propozycję pospania jeszcze 5 minut. Mela pokręciła się jeszcze i zwinęła w kokon pod moją pachą, a Mery kicała nad nami w ferworze poranka. Była tak naelektryzowana jak ja byłabym po trzech kawach z Gerogem Clooneyem. Otwielamy pacuskę! - zawołała, popędziwszy odcinać kolejny kawałek kalendarza adwentowego. Wnętrze paczuszki, wypełnione wizją oglądania bajek świątecznych wybudziło Melę i teraz już we dwie cuciły nasze rodzicielskie dętki. Wstaliśmy poczochrani, zachrypnięci, ale zakochani w tych dwóch wulkanach, rozlewających na nas lawy energii, która nie wiadomo skąd się brała.

W tym czasie ktoś inny, gdzieś kilometry od nas spuścił pierwszy tego dnia łomot swoim dzieciom.

Jedna sekunda później



Nigdy bym się nie spodziewała, że stanę się sławna. Fakt, byłam popularna w szkole, byłam jedną z "tych lepszych", z którymi warto było trzymać i jarałam się tym splendorem. Nie zabiegałam specjalnie o to by być rozpoznawalną w mediach, żeby o mnie pisano i śledzono każdy mój ruch, ale w końcu stało się. Moje życie zmieniło się diametralnie, każdy się mną interesuje, zaczepia, pyta. Nie brakuje też hejtu i namolności - nieodłącznych elementów popularności. Są tacy, którzy mnie bezlitośnie oceniają i nienawidzą, ale i tacy, którzy mnie w tym żałują i stają po mojej stronie. Gazety piszą w nagłówkach "młoda, piękna", opisują moją nienaganną przeszłość i antycypują o mojej przyszłości. Stałam się także twarzą kampanii dotyczącej bezpieczeństwa na drogach i ważnym symbolem dla nastoletnich kierowców. Właściwie to dla wszystkich kierowców, nie tylko młodych. Szkoda tylko, że moja twarz w tej kampanii jest cała we krwi. Szkoda, że to przez wypadek, jaki spowodowałam. Szkoda, że przez czyjąś śmierć.

Szacunek do dziecka to taka prosta sprawa



W czasach mojego dzieciństwa zwykło się mawiać: "dzieci i ryby głosu nie mają". Mały człowiek miał się bezwzględnie podporządkować i dopasować. Nie było że "nie ma dzieci - są ludzie, ale o innej skali pojęć". Nie było że "dzieci nie są głupsze, tylko mają mniej doświadczenia". Nie było, choć autor tych słów, Janusz Korczak żył i działał kilka dekad wcześniej. Nie było szacunku. Istniała Konwencja Praw Dziecka, ale widać była mało ceniona wśród rodziców i nauczycieli.

Co mówią rodzice i jak słyszą to dzieci - czyli o rodzicielskim feedbacku



Mówisz, prosisz, namawiasz, a one i tak robią coś całkowicie odwrotnego. Jak to jest? Posługujecie się Wspólną Mową, znacie się jak nikt od łysego bobasa, a twój - wydawałoby się - jasny, prosty i klarowny przekaz i tak ląduje w Świątyni Opaczności. Zupełnie jakby w eterze między twoimi ustami a jego uszami następowała jakaś nadprzyrodzona filtracja, jakby niewidzialne fale całkowicie zmieniały kształty i sens twoich komunikatów werbalnych. Zwykle takimi niesłychanymi zjawiskami zajmują się znani i lubiani amerykańscy naukowcy, ale dziś odbiorę im nieco chleba i podejmę próbę objaśnienia tego słownego dysonansu. Otóż ... nie wiadomo dlaczego tak się dzieje, ale możemy stworzyć sobie mini słowniczek rozmówek polsko-dziecięcych. Co prawda nic to nie zmieni w feedbacku, ale przynajmniej będziemy mogli śmiechnąć i wyluzować, kiedy kolejny raz natrafimy na mur w postaci tego fenomenu w mowie ludzkiej. Oto kilka przykładów zdań, które my, rodzice wygłaszamy do dzieci oraz ich niekonwencjonalna interpretacja:

Z biblioteczki M&M vol. 1



Biblioteczka dziewczynek liczy ponad 150 książek. Niektóre z nich okazały się nietrafionymi pomysłami, kilka zostało już odstawionych na półkę wspomnień po intensywnej eksploatacji, ale reszta to nadal pokaźny zbiór. Wieloma z nich się zachwycam, sama uwielbiam je czytać razem z M&M i bardzo chciałabym o każdej z nich napisać choć kilka słów. Nie sposób zmieścić je wszystkie w jednym wpisie dlatego postanowiłam stworzyć cykl tekstów z naszymi najwspanialszymi, najbardziej kochanymi tytułami. Nie wszystkie są "modne" czy niszowe, za to wciągające, mądre, zabawne, piękne. Są po prostu absolutnymi hitami w naszym domu. Dziś zapraszam Was na część 1 :)

Nie rozumiem rodziców, którzy przechwalają się swoimi dziećmi



Dziecko to takie osiągnięcie! Efekt naszych niezmierzonych zasług, mądrość wyssana z mlekiem matki, zdolności zakotwiczone w genach. Duma milion, rodzicielski zen, satysfakcja gwarantowana. Rodzice urobieni po łokcie, a te ich dzieci takie wypacykowane, wyuczone, wymądrzone jedno bardziej od drugiego. Które bardziejsze? Które lepsiejsze? Które bardziej "już umiejące"? Nachwalić się nie można, że one takie idealne i błyszczące. Jak to wychuchane, wypielęgnowane, pozapisywane na zajęcia dodatkowe. Od pierwszego zęba skazane na najlepszość!

A ja tylko tak bardzo nadziwić się nie mogę. Tym gloryfikacjom, tym przechwałkom ostentacyjnym, tym wychowawczym zapieprzem. Że te rodzicielki takie pękające z dumy, wkładające tyle energii w konkurs boskości dziecka. Po co to wszystko?

1 listopada nie umartwiam się. Halloween? Owszem lubię.



Zacznijmy od stereotypów.

Z czym kojarzy nam się 1 listopada? Ze Świętem Zmarłych, z "chodzeniem na groby", z akcją "znicz", z szarą, smętną jesienią, z melancholią i zadumą, z żalem po stracie bliskich, a także z "rewią mody" na cmentarzach.

Z czym natomiast kojarzy się Halloween? Z szydzeniem ze śmierci, z Szatanem, z wywoływaniem duchów, straszeniem, dyniowymi lampionami i upiornymi dekoracjami, z zabawą w trick-or-treat czy też "cukierek albo psikus" i nieodłącznie z Ameryką. Tą złą, nikczemną cywilizacją, która sieje na naszych świętych polskich ziemiach ziarno zła.

Czyż nie? Taka jest nasza zbiorowa wizja obu tych wydarzeń, a tymczasem nie jest ona prawdziwa. Przynajmniej nie do końca.

"Pięć minut - i masz z powrotem swoje życie" - o dumie z aborcji słów kilka


Nie popieram aborcji. Bez względu na to czy mówimy o 22-tygodniowym dziecku czy 10-tygodniowym płodzie, rozrywanie go na strzępy wygląda tak samo: wyrywane są rączki, nóżki, główka [które zaczęły być widoczne już w 4 tygodniu], a na koniec wyjmowana jest miazga z sercem [które zaczęło bić już w 22 dniu po zapłodnieniu]. Dla mnie zawsze jest to człowiek, tylko na różnym etapie rozwoju. Tak samo jak my, urodzeni, jesteśmy na różnych etapach: niemowlę, małe dziecko, nastolatek, dorosły, starzec. Nienarodzeni różnią się od nas tym, iż oni nie mają szansy, aby bronić się przed zabiciem. Dlatego cenię głosy ludzi, chcących chronić tych najsłabszych.

Mimo to kiedy usłyszałam o pomyśle zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej przeraziłam się i poczułam oburzenie.

Narzekanie - przywileje wolnych ludzi



A więc mocno ubolewasz, że dzieciństwo twojego dziecka zostanie drastycznie skrócone, jeśli będzie musiało pójść do szkoły w wieku 6 lat. Będzie musiało przez kilka godzin przebywać w grupie rówieśników, dowiadywać się i rozwijać umiejętności oraz samodzielnie pamiętać o drugim śniadaniu. Tym samym czas na beztroską zabawę jego wypasionymi koparkami, gitarkami i domkami dla lalek w stylu skandynawskim skurczy się z 10 godzin do 5. Do tego będziecie musieli wydać pieniądze na akcesoria do szkoły i nowe ciuchy.

Długo nas nie było, bo ...

"Cisza u nas ostatnio, mało piszę, jestem więcej offline. A oto powód naszej absencji ..." - to są słowa, które ostatnimi czasy często pojawiają się na moim wallu jako komentarze do zdjęć świeżutkiego USG, którego bohaterem jest nowy, mały człowiek. Czytam i patrzę, rozczulam się i lajkuję. Odchylam wzrok i oczami wyobraźni zerkam na pierwsze, te wewnętrzne, foty naszych maluchów. Tyle wzruszu! I tak sobie myślę, że to bardzo miłe takie usprawiedliwienie przed czytelnikami swojej nieobecności. Jak by nie patrzeć tworzy się razem pewną społeczność, którą łączy wirtualna przyjaźń i szacunek. A powód wyjaśnień jaki doniosły! Uświadomiłam sobie wtedy, że Wam, moim czytelnikom też muszę coś wyznać.

Mazurskie żywienie - historia nieprawdopodobna

Tam, gdzie czas płynie do tyłu
Kraina mlekiem i miodem płynąca istnieje naprawdę. Figuruje na mapie, mieści się w polskiej przestrzeni, jest rzeczywistością.

Co łączy tragedię w Nicei i reklamę paraolimpiady - czyli dokąd zmierzasz świecie?



Piątek.

Ranek obudził mnie widokiem skąpanego w słońcu ogrodu. Powiew ciepłego wiatru przywodził na myśl beztroskie dzieciństwo, najpiękniejsze wakacyjne piosenki i zwiewne letnie sukienki w grochy. Wstałam z łóżka ostrożnie, żeby nie obudzić dzieci. Przyjemnie tak przed wyjściem na poligon dnia posnuć się jeszcze leniwie po domu, odsłonić rolety, wpuszczając do środka złoty kawałek nieba, skorzystać z kruchej ciszy poranka. Usiadłam do komputera, żeby choć chwilę popracować. Przy okazji jak zawsze rzut okiem na fejsa, foty pięknych koleżanek, których aż grzech nie polajkować i jeszcze szybki zwiad co tam na FP. Oraz wieści ze świata. A tam ... zamach w Nicei. Druzgocąca liczba ofiar i rannych. Znów!

Nowy rozdział w historii Świata: Mery



Był piękny lipcowy dzień. Nawet zbyt piękny. Lato 2013 jak na złość zaczęło się wcześnie i intensywnie, co ciężarnej u progu rozwiązania nie sprawia specjalnej przyjemności. Co więcej został jeszcze tydzień do rozpakowania nas z dwupaku, czyli realnie rzecz biorąc jakieś 561563462748 dni. Dla poprawy nastroju wybrałam się do fryzjera. Niestety mojemu nastrojowi nic nie było w stanie pomóc. Moje nieżaroodporne wcielenie sunęło w pocie czoła pędem ślimaka i niewybrednie przeklinało swój los.

Właśnie wtedy, turlając się ulicą, a następnie siedząc w fotelu poczułam TO, choć wówczas nie utożsamiałam tego uczucia z TYM. Jakiś tam niewinny skurcz - niby jeden z wielu. A okazał się zaraniem nowej ery!

Cieszę się, że mam to już za sobą



Na przestrzeni ostatniego roku obserwowałam w blogosferze piękne zjawisko narodzin nowych dzieci. Na początku co rusz natrafiałam na Fan Page'ach na radosne nowiny o znamiennych dwóch kreskach, a następnie z wypiekami na twarzy "witałam" kruszynę na świecie. Przy czym chodzi o blogerów, spodziewających się drugiego dziecka.

No i zaczęło się! Wpisy o konfrontacji starszaka i niemowlaka, podziale matczynej uwagi, łagodzeniu konfliktów między rodzeństwem. Wyprawki, recenzje, porady, cudawianki. A wszystko to okraszone masą uroczych zdjęć i opowieści ze świeżo rozmnożonych rodzin.

Dzieciństwo jest jak kurs nauki jazdy samochodem


Siadasz pierwszy raz na miejscu kierowcy auta. Czy masz lat 18, 30 czy 50 - nieważne, istotne jest to, że bez żadnej wiedzy i umiejętności zasiadasz za sterem czterokołowej maszyny. Instruktor palcem wskazuje co gdzie w samochodzie się znajduje, odczytuje z tabeli wszystkie znaki drogowe i rozszyfrowuje ich tajemnicę, objaśnia podstawowe zasady panujące na drodze i ... ruszacie w trasę. Odpalasz wóz, zapuszczasz muzę, manewr po placu - raz i szus na miasto. Zgrabnie zmieniasz biegi, gładko ogarniasz koordynację noga-ręka-oko, grzecznie przepuszczasz pieszych, koty, a nawet rowerzystów. Auto nie gaśnie ci nigdy, nie przysmażasz sprzęgła, a wycieraczki nie uruchamiają się "samoistnie". Jedziesz na luziku, instruktor siedzi tylko pro forma i wydaje komunikaty: "w lewo", "w prawo", "pod mcdonald". Parkowanie i tankowanie możecie sobie darować, bo przecież taka pojętność nie wymaga dokształcania.

Nic dwa razy się nie zdarza


Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch jednakich spojrzeń w oczy.


A jednak zdarzyło się dwa razy. Czy byłam uczniem najtępszym w szkole świata, skoro mogę repetować i zimy, i lata?

Zdarzyłam się drugi raz. Ja. Taka sama. Niebieskooka, blondwłosa, charakterna.
Znów rozbijam kolana o te same kamienie. Ponownie złoszczę się, kiedy coś mi nie wyjdzie. Identycznie zjada mnie ambicja i tak samo kocham rysunek i śpiew. Znowu grymaszę przy pomidorach i gardzę surówkami. Stroję się przed lustrem i najbardziej lubię warkocze.

Surowo zabronione: SWOBODA



Domek - zjeżdżalnia. Plastikowa, mała taka, że większe dziecko nie zdąży zbytnio pupy zsunąć ze ślizgu, a już nogi ma na ziemi. Trójka nieletnich: ośmiolatek, czterolatka, dwulatka. Nieopodal stolik z gromadką dorosłych - wszyscy zwróceni ku oddanym zabawie dzieciakom. Jest przyjemne, ciepłe popołudnie. Początek wesela. Spokój i beztroskę burzy jednak kaskaderski popis czterolatki: brawurowy zjazd ... na brzuchu.

Z ust im to wyjęłam - czyli najlepsze teksty produkcji M&M! vol 2



Lubię pisać Wam na fejsie krótkie anegdotki wyrwane wprost z naszego życia. Chichramy się razem, Wy piszecie mi swoje i jeszcze bardziej się chichramy. Jest fajnie, ale po jakimś czasie historyjki spadają w otchłań i są już niemalże nie do odkopania. Jako że  świętujemy właśnie rocznicę Fan Page to zdobyłam się na wydobycie ich i odświeżenie, aby mogły bawić Was nieustannie, a nam tworzyć grunt do sentymentalnych wycieczek w przeszłość, kiedy już dzieci wyrosną ze Świnki Peppy, nieogarniania poprawnej polszczyzny i publicznych wyznań - tych o miłości i tych o kupach.


Dziś część druga - archeologiczne znaleziska z 2016 roku [od stycznia do kwietnia]. Bawcie się dobrze i czujcie się zaproszeni do opisywania Waszych historii! Im więcej tym lepiej - chichrania nigdy dość ;)



Z ust im to wyjęłam - czyli najlepsze teksty produkcji M&M! vol 1



Lubię pisać Wam na fejsie krótkie anegdotki wyrwane wprost z naszego życia. Chichramy się razem, Wy piszecie mi swoje i jeszcze bardziej się chichramy. Jest fajnie, ale po jakimś czasie historyjki spadają w otchłań i są już niemalże nie do odkopania. Jako że  świętujemy właśnie rocznicę Fan Page to zdobyłam się na wydobycie ich i odświeżenie, aby mogły bawić Was nieustannie, a nam tworzyć grunt do sentymentalnych wycieczek w przeszłość, kiedy już dzieci wyrosną ze Świnki Peppy, nieogarniania poprawnej polszczyzny i publicznych wyznań - tych o miłości i tych o kupach.

Dziś część pierwsza - archeologiczne znaleziska z 2015 roku. Bawcie się dobrze i czujcie się zaproszeni do opisywania Waszych historii! Im więcej tym lepiej - chichrania nigdy dość ;)

"Moje najmojsze" - czyli o tym, że dzieci też potrzebują mieć coś własnego



Kto ma dziecko, ten wie jak wygląda prawo własności według kilkulatka:
to, co trzymam w ręce jest MOJE
to, czego chcę jest MOJE
to, na co patrzę jest MOJE
to, co się popsuło jest TWOJE
A my obserwujemy te zachowania i tylko kombinujemy jak ten egoizm dziecka poskromić i jak wpoić mu cnotliwe umiejętności dzielenia się. Tylko czy to naprawdę konieczne?

Krótka historia o tym jak spożytkowałam rywalizację między siostrami



Moje dziewczyny bywają aniołami pokoju, ambasadorkami siostrzanej miłości i stróżami wzajemnej życzliwości. Wymyślają wspólne zabawy, pomagają sobie, tłumaczą i przepraszają się. Ale jak się czasami ze sobą zetrą, jak hukną jedna na drugą to ino wióry lecą!

Znaleźliśmy nasze miejsce na Ziemi


Przed rokiem napisałam post o naszych rozterkach dotyczących miejsca idealnego do zapuszczenia korzeni na stałe. Pytanie gdzie by się tu przeprowadzić [<- klik] chodziło nam po głowie bardzo długo i wciąż nie mogliśmy się zdecydować: Kraków czy Wrocław, Wro czy Krk? A może jednak Warszawa? Gdańsk? Rzeszów? Za każdym z miast stało jakieś przekonanie. Jednak nareszcie sprawy nabrały rumieńców i podjęliśmy decyzję.

10 oznak prawdziwej WIOSNY!


Początek każdej pory roku zawsze kojarzy mi się z niepowtarzalnym przełomem, punktem zwrotnym [albo i kilkoma], który wyraźnie mówi mi: the time has come. I tak w przypadku wiosny tych zwiastunów mam dziesięć. Kiedy się pojawiają to już przesądzone i nieodwracalnie: wiosna zaczęła się na dobre. A większość z nich wspominam z nostalgią, bo przypominają mi czasy słodkiego dzieciństwa.

Share week 2016, czyli blogi, kóre śledzę i polecam

foto z andrzejtucholski.pl


Znam, czytam i uwielbiam wiele blogów. Dlatego też, kiedy Andrzej Tucholski rozpoczyna akcję, podczas której mam wybrać TRZY i zarekomendować je w swojej subiektywnej ocenie jako najlepsze, to dopada mnie potężna migrena. Po wstępnej selekcji pozostaje ich miliard, więc zaostrzam kryteria i tak oto powstaje poniższa lista. Są to blogi, które czytam prawie od narodzin [w blogosferze] i mają bardzo intensywny wpływ na moje życie. Zapadają w pamięć, skłaniają do działania lub refleksji, inspirują. Tych blogerów uwielbiam za profesjonalizm i swobodę we władaniu słowem. Nie będę pisała przy każdym o sprawach ogólnych i oczywistych, tylko w kilku słowach ujmę to, czym zdobyli moją wiekuistą atencję. Każdy blog opisałam jednym słowem, które moim zdaniem charakteryzuje go najtrafniej.

Wielkanocne mal(tret)owanie

Dziś nie napiszę o macierzyństwie. Nie napiszę o przemocy wobec dzieci. Nie dotknę także żadnego tematu, poruszającego mnie na co dzień. W ostatnich dniach moją uwagę przykuły skandaliczne wydarzenia, wobec których nie da się przejść obojętnie. Część z nich jest nota bene związana ze świętami Wielkiej Nocy, ale ich treść jest aktualna przez cały czas.


Kiedy mamy łódeczka odpływa w siną dal



"Tato, poukładajmy puzzle"

"Tato, połaskoczesz mnie?"

"Jak myślisz, tatusiu ... "

"mama: Chodź, ubierzemy się
córka: NIE! Z tatą!"

Cios!

Kiedyś w miejscu słowa "tata" występowało wyłącznie "mama". 
To MAMA była kapitanem okrętu, wyprowadzającym ich stateczki na ocean życia i codzienności. To ona była sterem, dzięki któremu sprawnie omijały góry lodowe i stada groźnych rekinów. To bez niej nie dało się uciszyć sztormów i obłaskawiać wichrów, kiedy skala Beauforta niebezpiecznie rosła.

Gdybym nie miała dzieci to ...



... nareszcie zrobiłabym te DIY ze skrzynek, które stoją i błagają o czyn już od dwóch miesięcy. Ogarnęłabym strych, zagracony po sufit i zrobiła w końcu ten jarmark na allegro. Bloga bym prowadziła takiego, że łohoho! I to regularnie, po 2 wpisy dziennie. A dom jak bym urządziła! Zdjęcia nareszcie bym wydrukowała i powkładała do ramek, a przemeblowanie robiła raz na tydzień. Zaniosłabym buty do szewca - te moje ukochane, chodzone niewiele, bo zamek szlag trafił. Teraz jakoś tak ten szewc jest zawsze w inną stronę niż moje codzienne kierunki. Ale gdyby dzieci nie było to miałabym masę czasu na spacerki na drugą stronę miasta.
A do tego czytałabym na potęgę, zajęła się nareszcie fotografią, sportem, tworzeniem ...

A GUZIK!

Nie czekaj na księcia, który zrobi z ciebie księżniczkę. I tak jesteś królową!

Ile kwiatów należy dać kobiecie, aby doceniła swoją wartość? Ile komplementów jej potrzeba, aby poczuła się kobieca? Mnie - ani jeden. Oczywiście, że są to szalenie miłe gesty, ale nie są konieczne do wzbudzenia we mnie poczucia własnej, kobiecej wartości. Motywacje, docenianie, opiewanie - jasne, że są to potrzebne impulsy! Ale one określają osobę, która je do nas kieruje - jej szarmanckość i ogładę, a nie nas. To tylko detale, drobne dodatki, tak jak mała broszka do lśniącej sukni. A lśniącą suknią jestem ja sama! I Ty i Ona, i Wy wszystkie, dziewczyny też!

slide_s

8 argumentów przeciw kolejnej ciąży [czyli najskuteczniejsza metoda antykoncepcji]

Ciąże były moim wymarzonym, wyczekiwanym czasem, pełnym wzniosłych uczuć i paraboli emocji. Żarzący się intensywnym szczęściem. Ba! Cała byłam jedną wielką płonącą kulą szczęścia! [także ze względu na dodatkowe centralne ogrzewanie]. I po fali ekscytacji, dramaturgii porodów i latach nieustannego uprawiania najbardziej ekstremalnego ze sportów - rodzicielstwa, schodzę na ziemię, a nawet pod ziemię i nie wyjdę. Nie dam się znowu zrobić w balona!


Gdyby urodziła się chora

Tulę ją w ramionach, a jej małe oczka ukrywają się pod powiekami. Rzęsy ciążą jej coraz bardziej, oddech zwalnia, dłonie miękko opierają się o moją pierś. Jest cisza i ciepło. Tak miłe, że sprzyjają wycieczkom dalekimi ścieżkami myśli. Więc rozmyślam i patrzę na jej promienną, uśpioną twarzyczkę. Głaszczę sprawne rączki i nóżki, wpadające każdego dnia w nowe tarapaty. Gładzę lśniące włosy, podskakujące w dziecięcym pędzie milion razy dziennie - teraz porozrzucane bezładnie, ale nieruchomo i spokojnie. Wsłuchuję się w muzykę jej cichego pochrapywania. I patrząc tak na nią czuję nadzwyczajną ulgę, że od czterech lat mam szczęście tulić, całować i wychowywać zdrowe dziecko.

Walentynki? Tylko dla dorosłych

Jak spędzacie Dzień Zakochanych [i obłąkanych ;) zarazem]? Z partnerem czy rodzinnie? Wyjątkowo czy bez większej pompy? A może w ogóle nie obchodzicie 14 lutego z powodu dzieci, albo chcielibyście, ale macie wyrzuty sumienia, że musielibyście zostawić je same? Powiem Wam dlaczego ja nie mam wyrzutów.

Jak się nie zarazić od chorującego członka rodziny? Oto 7 naszych sposobów.

Chciałam napisać, że okres wczesnej wiosny sprzyja przeziębieniom, ale tak naprawdę to przez 3/4 roku jesteśmy silnie narażeni na choroby i infekcje. Hartowanie, wzmacnianie odporności to oczywiście sprawa pierwszego rzędu i warto jej pilnować przez całe 12 miesięcy, ale co zrobić, jeśli ktoś z bliskiego otoczenia się rozchoruje? Nawet pierwszy bastion immunologiczny padnie, jeśli spotęgowane armie zarazków będą sobie swobodnie pląsać dookoła.

Obowiązek zapinania pasów to głupota!


- A co się pani tak w to mota? - zagaił kierowca busa widząc, że zapinam pas
- O tu ma pan napisane - odparłam, wskazując widniejącą tuż obok kierownicy naklejkę z napisem:

OBOWIĄZEK ZAPINANIA PASÓW SPOCZYWA NA PASAŻERACH

- Eee to tylko w razie kontroli musi tu być - zbagatelizował sprawę, najwyraźniej myśląc, że powoduje mną strach przed srogą karą za publiczne nieposłuszeństwo
- No ale to dla bezpieczeństwa. Skoro są pasy, to trzeba je zapinać - wyjaśniłam
- A po co? Ja bezpiecznie jeżdżę - przekonywał
- Pan tak, ale inni nie zawsze, nie wiadomo co może się stać - polemizowałam
- Jak ma się coś stać to i tak się stanie - nie dał za wygraną
- Ale jest szansa, że nie wylecę przez przednią szybę - nie dałam za wygraną
- A to się pani zatrzyma na rurce - błysnął

Kiedy orientujesz się, że twoje dziecko zaginęło

Czy budząc się rano zastanawiasz się nad tym jaką grozę przyniesie ci dzień? Co złego się wydarzy, co wywoła twój strach lub łzy? Ja też nie. Takie rzeczy przytrafiają się, gdy słońce zachęca do uśmiechu, myśli układają się w mozaiki planów i nadziei. Wtedy, gdy aż chce się żyć. Gdy jedziemy z rodziną obejrzeć nowe auto, zatrzymujemy się na obiad, zahaczamy o galerię, jesteśmy zadowoleni, odprężeni i pełni spokoju.


Przez jąkanie do "slow parentingu"

Pół roku temu wspominałam Wam o przypadłości, która dotknęła Amelkę. Przypominało to jąkanie, jednak logopeda uświadomiła nas, że u dziecka w tym wieku [Mela wówczas miała 3 lata i 2 miesiące] mówimy o niepłynności mowy. Jąkanie stwierdza się u większych, np 5-letnich dzieci, a poza tym brzmi ono nieco inaczej. To gwoli ścisłości, obiecuję, że nie będę katować Was nudnymi teoriami ;)

Cały ten horror mamy już za sobą, dlatego chcę powiedzieć wam kilka słów o moich wnioskach - nie tylko natury logopedycznej. Ale po kolei.


Kiedy on mówi, że nudzi go wasz związek ... skończ z tym!

On: Wiesz, zaczyna mnie frustrować nasze życie. Pracujemy w innych godzinach, mijamy się, wieczory spędzamy przy komputerach, nie wychodzimy nigdzie razem. Rozmawiamy w przelocie i tylko o zakupach. Ten tryb jest nie do zniesienia! I nic nas już nie łączy.

Ty wynurzasz swoje zapracowane czoło znad laptopa, sterty prania i śmietniska wyblakłych wspomnień i spłowiałych uczuć. Bolą cię jego słowa, ale uświadamiasz sobie, że to prawda. Opuszczasz głowę, może ronisz łzę, a może miliard łez. Nie wiesz co robić.