Strony

Poczytaj coś dobrego

Spodobał mi się ten ShareWeek. To takie przyjemne uczucie, gdy piszę, że ktoś robi świetną robotę przekazując światu coś wartościowego i/lub interesującego. Podczas zabawy w SW polecałam 3 blogi, ale przecież nie tylko do nich zaglądam. Czasu na czytanie internetów mam coraz mniej, ale w każdym tygodniu wpadnie mi w oczy jakiś fajny tekst zasługujący na share. W ostatnich dniach wpadły mi te:

Pobawmy się w Share week 2015

Idea Share week opiera się na wzajemnym polecaniu blogów i działa od kilku lat, ale ja dowiedziałam się o akcji ... kilka dni temu. Jeśli jesteście na podobnym poziomie doinformowania co ja to zajrzyjmy wspólnie na blog pomysłodawcy tego zamieszania, dowiedzmy się szczegółów i zachłyśnijmy się razem. Blogiem, bo nie tylko event jest niebanalny i godny uwagi, ale również cały Jest kultura.

http://bit.ly/ShareWeek2015


Jak dla mnie jest niewinna.

Kiedy przeczytałam o niefortunnym spotkaniu Anny Wendzikowskej z Sigourney Weaver, podczas którego ta pierwsza wykazała się nieznajomością teoretyka teatru, J. Grotowskiego, to w pierwszej chwili pomyślałam, że wstyd to trafne określenie. No bo TA branża, TAKIE studia, TA narodowość, więc jak nic powinna słyszeć o mistrzu. No i artykuł krzyczał, że wstyd. Właściwie to wstyd skandowały wszystkie komentarze, na które się natknęłam.

Matko, daj sobie czas

Kiedyś, gdy Pierworodna nie wyobrażała sobie jeszcze, że może istnieć jako odrębny byt - ja nie wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek zdarzy mi się wyjść z domu samej. Jako odrębny byt.

Jeszcze bardziej kiedyś, gdy mojej córki nie było jeszcze na świecie (badania biograficzne wykazały, że takie czasy istniały naprawdę!), moje życie toczyło się przeważnie poza domem. Było mocno rozbudowane pod względem różnorodności zajęć, osób i miejsc. Uwielbiałam to.

Moje córki też kiedyś będą kobietami

Małe dziewczynki marzą o tym, by być kobietami. Duże dziewczynki - by być wzorem kobiecości. A kiedy małe marzenia zderzą się z dużymi to już nic ich nie powstrzyma przed podbojem świata.

Gdzie by się tu przeprowadzić?

O tym, że przyjeżdżamy do rodziców, aby zamieszkać u nich tylko na chwilę wiedzieliśmy od początku. Nie mogliśmy tylko określić jak długa będzie ta chwila i dokąd ostatecznie zdecydujemy się przeprowadzić na tak zwane "swoje". Od lat moje serce wyrywało się do Krakowa, więc przez długi czas planowaliśmy tam właśnie osiąść. Teraz, kiedy nadszedł czas konkretnego rozglądania się za najlepszą miejscówką okazało się, że mamy sporo wątpliwości, a do tego w grę zaczęło wchodzić jeszcze jedno miasto - Wrocław.