Mazurskie żywienie - historia nieprawdopodobna

Tam, gdzie czas płynie do tyłu
Kraina mlekiem i miodem płynąca istnieje naprawdę. Figuruje na mapie, mieści się w polskiej przestrzeni, jest rzeczywistością.

Już dawno moje oczy nie widziały tylu stad krów pod jednym niebem. Gdzie polana - tam krowy. Jadąc autem Amelia muczała z zachwytu. Marysia jeszcze nie potrafiła wychylić się z fotelika, ale zachwycała się razem z siostrą. Szkoda tylko, że nie mogły zakosztować zacnego napoju prosto od krowy.

Cenne arcydzieła pracowitych pszczół można było kupić wszędzie. Na deptakach i przy straganikach, w centrach i przy drogach. Stoliczki, a na nich słoiczki z regionalnym miodem. Złocistym, różnistym, pachnącym na potęgę.



Mazury. Kraina lśniących wód, beztroski i spokoju. Wichrowy zakątek przekłuwany raz po raz ciepłymi promieniami sierpniowego słońca. Kolebka rybactwa. Agroturystyczny raj dla wędkarzy. Baza ekologicznej żywności pochodzenia wodnego. Inny świat. Świat mimo to predysponowany do uprawy hejtingu.

Obszar o wspaniałych walorach krajobrazowych i niesłychanie atrakcyjnym gruncie turystycznym. Kraina kipiąca potencjałem i możliwościami. Usiana punktami promocyjnymi na przestrzeni całego regionu. Gdzie tu podłoże dla hejtu? Ano jest i to dość żyzne, jeśli wyruszamy tam z małym dzieckiem, w dodatku z nietolerancją pokarmową.



Taka sytuacja:
Wchodzę do restauracji w ścisłym centrum miasta, zaczepiam wzrok na kelnerce, zagajam
- dzień dobry
Młoda dziewczyna bez podnoszenia głowy znad baru rzuca beznamiętnie
- do toalety?
Zdziwiona odpowiadam
- nie, chciałam zobaczyć menu...
Obojętność dziewczyny z miejsca zostaje zastąpiona entuzjazmem
- oooo, proszę - mówi podając kartę
Po wnikliwym przeglądzie menu, w którym dominantę kulinarną stanowią smażone ryby, pytam o możliwość otrzymania gotowanych warzyw, ryżu lub przygotowania ryby w inny sposób niż na patelni. Możliwości brak.
- bardzo dziękuję za informację. Niestety dzieci mają restrykcyjną dietę.
- to jeśli będą miały ochotę na trochę tłuszczu to zapraszam.
- że co niby? [- w myślach] - pewnie, dziękujemy, #heheszki [- na głos]

Brak możliwości powtórzył się kilkakrotnie i zrozumiałam, że w tym kurorcie nie ma szans na jakikolwiek "normalny" posiłek. Na pewno nie jest to rzecz, która odstraszyła nas na wieki wieków, ale szkoda, że nie wiedzieliśmy o tym wcześniej. Dom, w którym zdecydowaliśmy się zamieszkać na czas urlopu nie przewidywał możliwości korzystania z kuchni. Byliśmy nastawieni na jedzenie na mieście, bo lubimy kosztować regionalnych smaków. W ogóle nie spodziewaliśmy się, że w środku sezonu zderzymy się z deficytem świeżych warzyw. Jednak nie trzeba było wiele czasu, żeby się przekonać, że mieszkańcom one wcale nie są potrzebne do szczęścia. Dzieciaki zajadały się tłuściutkimi frytami, a niemowlaki pulpetami w sosie. Cóż ... nie pozostało nam nic innego jak podziękować za takie atrakcje i wynalezienie jakimś cudem miejsca, w którym menu przewidywało jakiekolwiek warzywa. Znaleźć takie się udało, ale niestety warzywa serwowano tylko z mrożonki. Lepsze to niż nic. Mięsa takiego jak kurczak nikt w restauracji nie widział, no ale trudno, przyjechaliśmy tam po ryby. Tych było dużo, tylko co z tego skoro wszystkie smażone?



Koniec końców udało nam się obejść te wszystkie niedogodności. Ciut słoiczka, ciut rybki spod panierki, odrobinę warzyw zakupionych w sklepie i gotowanych dzięki uprzejmości właścicielki "naszego" gospodarstwa - i jakoś poszło. Zbawieniem okazał się też Hotel Gołębiewski i jego restauracja, której kucharz wspaniałomyślnie przygotował nam to, o co poprosiliśmy. Warzywa oczywiście z mrożonki, ale przynajmniej w towarzystwie drobiu.

Toteż Kochani, jeśli problemy diety Waszych dzieci również są poważne, ale chcecie wybrać się do tej przecudnej urody krainy jezior, przemyślcie dokładnie zakwaterowanie i kuchnię na czas pobytu.
Tyle hejtu. A teraz zobaczcie pięknie jest w tej oazie spokoju i wyobraźcie sobie jej łagodzący emocje klimat. Bo nie da się ukryć, że poza detalem żywieniowym to miejsce jest czarodziejskie i idealne na wypoczynek. Tam czas naprawdę płynie do tyłu, a zdjęcia wychodzą piękniejsze niż zwykle.





W krzywym zwierciadle










Bodyguard and his Princess
Relaksik





Siostry

Czasami lepiej pójść własną drogą


Tak witał nas każdy dzień












MeloMania



















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.