Dlaczego Mikołaj nie powinien przynosić dzieciom prezentów?

Od kilku lat wzrasta przekonanie rodziców, że Mikołaj nie powinien angażować się w sprawy rodziny i przynosić dzieciom prezentów. W końcu on jest fikcją, ewentualnie echem przeszłości, a rodzice okłamują dzieci pozwalając im myśleć, że on we własnej osobie jeździ po niebie saniami i przeciska się przez kominy. Co więcej, listy, które małe łapki smarują z namaszczeniem docierają punktualnie do jego tajnej bazy. A święty jest w stanie spełnić wszystkie pozostawione w nich nadzieje w jedną noc. To niebywałe, absurdalne wręcz i grozi gorzkim zetknięciem się z przyziemną prawdą.

foto blog.silive.com


20 lat temu


W czasach mojego dzieciństwa nikt nie miał takich problemów. Nocą szóstego/siódmego grudnia każde dziecko otrzymywało pod poduchę paczkę. Oczywistym było, że zostawiał ją siwy staruszek w czerwonym płaszczu. Natomiast jeśli dziecko już przekroczyło granicę prawdy, ale miało młodsze rodzeństwo to i tak udawało, że Mikołaj istnieje, żeby tej małoletniej wiary nie zburzyć. Rodzice dokładali starań, żeby osnuć tradycję mikołajową tajemnicą i magią.


Obecnie


Odpowiedzią na nasze dzieciństwo jest świadome rodzicielstwo. Zakłada ono szacunek do dziecka, naukę empirycznego postrzegania świata, racjonalne tłumaczenie i stawianie prawdy na piedestale. W opozycji do 'kiedyś', kiedy oszukiwało się i straszyło dzieci na każdym kroku: że Baba Jaga je zabierze, że Mikołaj nie przyjdzie, jeśli będą niegrzeczne, że w brzuchu wyrośnie im drzewo, jeśli zjedzą pestkę, a niemowlęta znajduje się w kapuście. I poszliśmy w dobrym kierunku z tym świadomym rodzicielstwem, ale mam wrażenie, że trochę się w nim zagalopowaliśmy.



Potrzeba twardego stąpania po ziemi



O ile rozumiem sprzeciw wobec zastraszania, presji psychicznej i bzdur na temat rozmnażania, o tyle zastanawiam się dlaczego efektem ubocznym mądrego wychowywania jest odcięcie się od magicznego świata. Nagle wszystko musi być rzetelne, prawdziwe, racjonalne, bez miejsca na fantazje. Kultywowanie wiary w św. Mikołaja przestało być niewinną, sympatyczną tradycją, a zyskało miano kłamstwa i stanęło w szeregu obok zdrad i matactw. Pojawiła się potrzeba dokładnego relacjonowania dzieciom faktu, że to nikt inny jak rodzice majstrują prezenty. Lot przez krainę fantazji zaczął stwarzać ryzyko utraty zaufania. Spopularyzował się brak pomysłu na to jak wybrnąć, kiedy rzeczywistość nagle wyjdzie na jaw.

Bez wątpienia są to kwestie światopoglądowe i z pewnością zgodzimy się wszyscy, że każdy ma do nich pełne prawo. To, co tu piszę to jedynie spostrzeżenia. Nie mniej jednak zastanawiam się czy w tym naszym do bólu dorosłym światopoglądzie nie gubimy kilku bardzo istotnych spraw - naturalnych potrzeb dziecka.

Magia w świecie dziecka


Trzeba zauważyć, że magia to nie tylko Mikołaj. Czary i zjawiska nadprzyrodzone otaczają dziecko non stop. W bajkach, w książkach, w kołysankach. Mamy gadające zwierzęta, potwory, Wróżkę Zębuszkę. Innymi słowy dzieci żyją w ciągłym kłamstwie. Nie wyobrażam sobie jednak, żebyśmy nagle mieli po każdej obejrzanej czy przeczytanej bajce tłumaczyć, że to wszystko jest bzdurą: Smerfy nie istnieją, kucyki nie gadają, a niedźwiedzie mieszkają w gawrach, a nie w chatkach z bujanym fotelem i kominkiem. A dzieci przecież w to wierzą i to jest im potrzebne. Wierzą bardziej niż w nasze ostrzeżenia, że z wysokości można spaść, a gorącym czajnikiem - oparzyć się. Dla nich świat jest kolorowy, bajkowy, nadzwyczajny. Nie odbierajmy im tego. Mają czas, żeby odkryć nudną prawdę o świecie. Przecież my też żyliśmy w Nibylandii, spotykaliśmy Piotrusia Pana, graliśmy na nosie Kapitanowi Hakowi i planowaliśmy - o tym niektórzy marzą do dziś - nigdy nie dorosnąć.

foto wattpad.com



Po co jest fantazja?


Dziecięca, naiwna wiara w rzeczy niestworzone daje dzieciom nieskończone możliwości kreowania, budowania, projektowania. Dzięki nieograniczonej przestrzeni wyobraźni makarony zmieniają się w koniki morskie, a latarnie w statki kosmiczne i roboty. Fantazjowanie jest fundamentem dla myślenia abstrakcyjnego i myślenia w ogóle.  Uczy rozumowania, co przekłada się na logiczne myślenie, a także wyrozumiałość i wrażliwość. Nie ma w niej ograniczeń ani schematów, jest ciągłe dążenie do osiągania nowych i nowszych celów. A następstwem tego jest osiąganie zamierzonych celów w rzeczywistości.

foto mantraband.com


A co daje Mikołaj? [poza podarkami]


Można powiedzieć, że wszystkie zalety magii możemy sobie zostawić w bajkach, a Mikołaja odpuścić. Ale z nim wiąże się coś jeszcze. To jest niepowtarzalny grudniowy klimat, jakiego nie ma przed urodzinami czy innymi okazjami. To wyczekiwanie, marzenie o tym, żeby go zobaczyć, plany pt: 'w tym roku na pewno nie zasnę'. Frajda z pisania listu i gorączka ekscytacji w oczekiwaniu na spełnienie próśb. A przy tym charakterystyczny zapach. Mi kojarzy się z mandarynkami i piernikiem. To wszystko, razem z kalendarzem adwentowym, choinką, wigilią i świętami tworzy atmosferę nie do podrobienia.



Odkrywanie prawdy


Są bajki, które mają drugie dno. Na przykład dobrze nam znane Muminki czy Mały Książę. Można czytać je jako niezwykłe opowieści, ale także wyciągać z nich ważne przesłania. Ale czy od razu musimy zagłębiać się w prawdopodobieństwo wyrastania baobabów na asteroidzie? Albo w to, że jednoosobowe planety są tylko dosłowną wersją naszych ludzkich cech? Czy też że Buka nie jest tylko potworem, ale uosobieniem lęków, samotności i odrzucenia? Nie trzeba dzieciom tego tłumaczyć. One same odkryją to z wiekiem. Tak samo jest z Mikołajem. Prawda o nim nie musi być szokiem i nagłym wywrotem życia do góry nogami. Może być naturalnym procesem odkrycia prawdy o tym, że święty potrzebuje pomocników i swoich następców, którymi są rodzice. A w ogóle to on istniał naprawdę, był biskupem z Miry, bardzo dobrym i pomocnym człowiekiem, dlatego dawanie prezentów według jego przykładu niesie ze sobą tyle radości i przyjemności.

Niektórzy uważają, że obdarowywanie może odbywać się bez udziału Mikołaja. Poprzez świadome przygotowywanie prezentów przez wszystkich członków rodziny uczy się najmłodszych dzielenia się, empatii i bezinteresowności. Myślę jednak, że jeśli 'suche' [w sensie, że bez magicznej otoczki] obdarowywanie będzie miało miejsce przy innych okazjach to te wartości również zostaną zaszczepione.

Jeden z odcinków animowanej adaptacji Muminków, w których zakochały się ostatnio moje dzieci kończy się puentą: 

Nauka nie może istnieć bez czarów. I odwrotnie.

Myślę, że te dwa światy po prostu muszą się przeplatać, a rezygnacja z któregokolwiek byłaby popadnięciem w skrajność.

Przedłużone dzieciństwo


Na koniec ciekawostka. Okazuje się, że wiara w magię jest nie tylko domeną dzieci.

Według statystyk z 2006 roku, 26 proc. mieszkańców Islandii niezaprzeczalnie wierzy w obecność elfów, 80 proc. twierdzi, że istnieje prawdopodobieństwo, że istnieją, a ok. proc. mieszkańców Hafnarfjordur deklaruje, że widziało kiedyś elfa.(...) Żyją one w równoległym świecie rządzącym się własnymi, odmiennymi od ludzkich prawami. Według legend, elfy przywędrowały na Islandię wraz z Wikingami, są więc prastarym ludem, któremu należy się specjalne traktowanie.(...)Elfy, jako szanowani mieszkańcy miasta, posiadają prawa i przywileje równe innym członkom społeczności.*

Można? Można!

foto podroze.gazeta.pl


*fragmenty artykułu, pochodzącego ze strony Gazeta.pl [Islandzki sąd zdecydował: drogi nie będzie, bo to może zdenerwować elfy. Wierzy w nie 80 proc. mieszkańców]


***
Miło mi Cię gościć, zapraszam jeszcze do napisania kilku słów komentarza po przeczytaniu tekstu :)

Bo widzisz takie pisanie bez komentarza jest trochę jak wejście do pokoju pełnego znajomych i opowiedzenie im swoich przemyśleń, historii, wątpliwości, przy których każdy kiwa głową, uśmiecha się albo marszczy brwi, ale ... nic nie mówi. Kiedy kończysz każdy odwraca się i wraca do swoich zajęć pozostawiając Twoje słowa bez odpowiedzi. Słabo trochę, nie?
A człowiek - zwierzę stadne z natury, pogadać lubi ;)

Odwiedź mnie na FB Agaffio - Fan Page



***

8 komentarzy:

  1. ZGADZAM SIĘ Z TY, CO NAPISAŁAŚ W 100%. Potrzebujemy magii i potrzebujemy rzeczywistości, i to i to nas dookreśla. Czasem wystarczy po prostu towarzyszyć dziecku, powoli z nim odkrywając życiowe poziomy wtajemniczenia ;-)
    pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Towarzyszyć dziecku - so true. Ale dorosłym tak trudno to czasem przychodzi.

      Usuń
  2. Po wstępie bałam się, że będziesz kolejną przeciwniczką mikołajkowej tradycji. Dla mnie straszną bzdurą jest twierdzenie, że po odkryciu prawdy dzieci czują się oszukany. Ja ani moje siostry nie przeżyliśmy szoku poznając prawdę. Bo zazwyczaj o nie istnieniu Mikołaja dowiadujemy się w wieku w którym coraz sceptyczniej podchodzimy do świata magii, gdy sami zaczynamy podejrzewać, że coś jest nie tak. A wspomnienia jakie towarzyszą nam przez lata są bezcenne. Mam nadzieję, że mój syn będzie tak mocno odczuwał magię szóstego grudnia jak odczuwalam ją ja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście. Wielu rodziców boi się na zapas. Zupełnie niepotrzebnie - idąc tropem własnych wspomnień. Fakt, niektóre dzieci dowiadują się w dość nieprzewidzianych okolicznościach. Ale pozbawiać dziecko całej frajdy tylko dlatego, że boimy się tej [być może] trudnej sytuacji? No way!

      Usuń
  3. Nie spotkałam się do tej pory z nikim kto chce wyjawić swoim dzieciom, że Mikołaja nie ma. Za to słyszałam od zbyt wielu rodziców pogróżki, że jak dziecko nie będzie grzeczne to Święty nie przeniesie podarunków...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja spotkałam się z bardzo wieloma przekonaniami, że już małe dziecko [np. 2-3 letnie] powinno znać prawdę, bo wiara w Mikołaja jest okłamywaniem i im wcześniej dziecko wie, tym mniejsza szansa na traumę. Pogróżki też niestety są częste. I smutne :(

      Usuń
    2. Ciekawe w jaki sposób ci sami rodzice mówią o powstaniu życia. Czy tłumaczą trzylatkowi, że przyniósł go bocian czy też stawiają na szczerość i opowiadają o akcie seksualnym...

      Usuń
    3. Hmm mam wrażenie, że historia o powstawaniu życia jest mniej problemowym tematem niż Mikołaj. Może dlatego, że przez lata była tematem tabu, a teraz z takowymi walczy się na potęgę? O Mikołaju trudniej mówić, bo dochodzi kwestia religii, a to już bardzo drażliwa sprawa.

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.