Listopadowe światełka

Pięknie wyglądają cmentarze początkiem listopada. Melancholijnie, ale pięknie. Tysiące światełek rozściela nad nimi łunę, którą podziwiamy, zbliżając się do nich wieczorną, mroczną drogą. Ale zanim dotrzemy do tych rozświetlonych placów, raz po raz spotykamy pojedyncze punkty, których zwykle przy drogach nie widać. Krzywe, niewidoczne wśród traw krzyże, teraz podkreślane blaskiem zniczy przyprawiają o dreszcz i przejmujący smutek. Zakręty, przydrożne rowy, ruchliwe skrzyżowania, przy których są ustawione uświadamiają nam jak wielu brawurowych kierowców pozbawiło życia niewinnych ludzi. Jak wielu bezmyślnych lekkoduchów wdarło się z impetem na przejście dla pieszych i wyprzedzało na czerwonym.


Ale także jak wiele niefrasobliwych osób straciło życie przez własną głupotę.

Jak dziewczyna, wbiegająca na jezdnię bez najmniejszego ruchu głowy w stronę nadjeżdżających aut, za to wpatrzona w autobus, który mógł jej uciec. Ubrana na czarno. Dostrzeżenie jej graniczyło z cudem, tak samo jak uniknięcie tragedii. Jej falujące, długie włosy stały się widoczne dopiero, kiedy wyłonił je z mroku błysk świateł gwałtownie zatrzymywanego tuż przed nią auta. Ale jej nie zainteresowało to w ogóle, ani na ułamek sekundy się nie zawahała, nie zwolniła. Wieczorem, w czarnym ubraniu, w większym niż zwykle ruchu ulicznym.

Tak samo jak chłopak, który kilka skrzyżowań dalej wbiegł na jezdnię na czerwonym świetle, tuż przed maskami aut, zmuszonych do nagłego hamowania. Bo po drugiej stronie ulicy podjechał jego tramwaj. 

Każdy z nich ma swoje marzenia na przyszłość, plany na jutro, przyjaciół. Nie myślą o tym, że w ułamku sekundy tego wszystkiego może nie być, że ich życia mogą zgasnąć, a w to miejsce zapalą się wypełnione żalem i łzami listopadowe światełka. Te światełka będą przypominały światu o ludziach, którzy kiedyś śmiali się, kochali, spieszyli na autobus. I żyliby nadal, gdyby w tym pośpiechu nie wyłączyli myślenia...


Nie wyłączajcie. I Wasi bliscy niech nie wyłączają. Bo za chwilę może się okazać, że znicze, które ktoś kiedyś dla kogoś postawił nie będą tylko smutnym listopadowym symbolem i przypomnieniem o anonimowym przechodniu, ale ciężkim, nieodżałowanym znakiem bólu kogoś z nas. NAS! Twojego, Twojej siostry, brata, przyjaciela.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.