Kiedy on mówi, że nudzi go wasz związek ... skończ z tym!

On: Wiesz, zaczyna mnie frustrować nasze życie. Pracujemy w innych godzinach, mijamy się, wieczory spędzamy przy komputerach, nie wychodzimy nigdzie razem. Rozmawiamy w przelocie i tylko o zakupach. Ten tryb jest nie do zniesienia! I nic nas już nie łączy.

Ty wynurzasz swoje zapracowane czoło znad laptopa, sterty prania i śmietniska wyblakłych wspomnień i spłowiałych uczuć. Bolą cię jego słowa, ale uświadamiasz sobie, że to prawda. Opuszczasz głowę, może ronisz łzę, a może miliard łez. Nie wiesz co robić.

Ja ci powiem: przede wszystkim działać szybko! Za chwilę może powie, że przytyłaś i pomarszczyłaś, zacznie się skarżyć, że nie dopierasz jego skarpetek, znajdzie lepsze towarzystwo. Co to to nie! Działaj. Teraz, zaraz! Nie kiedy skończy się ostatni, nie cierpiący zwłoki projekt, nie kiedy dzieci pójdą pod skrzydła niani czy szkoły. Nie kiedy znajdziesz chwilę, żeby to sobie poukładać. Już! Życie w takiej atmosferze będzie cię tylko przytłaczało. Wpłynie negatywnie na twoją efektywność. Odbije się na dzieciach. Jesteście coraz dalej od siebie ... Skończ z tym!

Pierwsze co: spakuj jego rzeczy. Drugie: zaplanuj sobie porządny relaks w SPA, u kosmetyczki czy u fryzjera - efekty po zabiegach mają zwalić cię z nóg, kiedy spojrzysz w lustro. Idź na kawę z przyjaciółką. Codziennie! Przejdź się do kilku instytucji i załatw co należy. Weź kartkę i rozpisz plan działania na kolejny rok.

Kiedy już będziesz gotowa, promieniująca i oślepiająca nową sobą, podejdź do niego, spójrz głęboko w oczy pewnym siebie wzrokiem i podaj mu spakowane rzeczy. Następnie złap za fraki, wpakuj do auta i ... pojedźcie razem na zakupy. Stare ciuchy, do których dorzuciłaś też kilka swoich nienoszonych już fatałaszków, wymiecionych z otchłani szafy - oddajcie komuś, kto się z nich ucieszy i zrobi użytek. Odświeżcie swój look, a następnie usiądźcie w jakiejś miłej knajpce i urządźcie sobie relaksik przy smoothie. Albo pizzy. Albo risotto z krewetkami. No w każdym razie przy czymś, co kiedyś było waszym ulubionym wspólnym smakiem i który jest w stanie przywołać najbardziej odległe, szczęśliwe wspólne chwile. Odprężcie się. Nacieszcie sobą. Następnego dnia znów idź na kawę z przyjaciółką i niech to stanie się stałym punktem twojego towarzyskiego repertuaru. Później z nią, jej facetem, twoim facetem i całą resztą paczki idźcie na imprezę. Wręcz mu papiery, które załatwiłaś w instytucjach: bilety na rodzinny urlop, wejściówki na koncert, bilety do teatru, karnet na siłownię, bezterminową przepustkę na paintballa, piwo i imprezę z kolegami. Porozmawiajcie i nie poprzestańcie na jednej rozmowie. Zacznij realizować zmiany, które wypisałaś na liście planów na najbliższy rok. Na przykład: odświeżcie sypialnię, zapiszcie się razem na jakiś kurs, spełnijcie jedno z waszych pierwszych wspólnych marzeń, zacznijcie odkładać oszczędności. Zastosuj metodę małych kroczków i ciesz się z najdrobniejszego sukcesu.

Po prostu zmień wszystko to, co rujnuje wasz związek. Pozbądź się tego, co wpędza go w rutynę. Zacznij oddychać i napełń całą waszą przestrzeń nowym, świeżym powietrzem.

A jeśli to zbyt nieosiągalne i uważasz, że nie warto, bo to i tak nic nie da - możesz użyć znacznie prostszego rozwiązania:



Tylko pamiętaj: jakie starania - taki efekt!

2 komentarze:

  1. Rewelacja! Miałam dzisiaj taką refleksję na ten temat, ale w związku z rozmową z kobietą, która to mężowi swojemu powiedziała jakiś czas temu... że oddalił się, wychodzi, zostawia ją, nie mówi jej nic miłego, że ona tęskni za nim itd. efekt? według niego - "czepiasz się kobieto, o co ci chodzi?", więc przełknęła nie jedną łzę i zaczęła malować oko, wychodzić do kumpelek, nawet jakąś zumbę zaliczyła i... zero reakcji. I tak jakiś czas trwało, ona zajęła się swoimi zaniedbaniami, nadrabiała i coraz lepiej zaczęła się czuć... a dziś oznajmiła, że pisze już w głowie wniosek o rozwód, bo on jak kamień - dalej tkwi w miejscu! Takie to przewrotne życie!
    pozdrawiam - dorka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo smutna historia, ale niestety i takie się zdarzają. W sytuacji, kiedy starania zawodzą to heloł - nie można przecież się zamęczać! Są pewne granice.
      Ja z kolei mam znajomą, u której 'wina' za rozpad małżeństwa tkwi ewidentnie po obu stronach. Było bez ekscesów - bez zdrad, bez bicia, bez alkoholizmu. Zwykła rodzina, tylko zupełnie pozbawiona uczuć. Jedno wymagało od drugiego i czekało na krok partnera. A kiedy zasugerujesz jemu lub jej, że może warto zacząć zmianę od siebie to każde zaczyna długą listę 'przewinień' tego drugiego. Duma ponad wszystko :(

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.