Ludzie z balastami



Spotkasz ich wszędzie: na ulicach, w poczekalniach, w autobusach, na wakacjach i w przydomowych podwórkach. Jedni są przygarbieni, a na szarych twarzach mają wymalowane zmęczenie rutyną i obowiązkami. Drudzy kipią stresem i adrenaliną, przebywają w ciągłym pędzie i wyróżnia ich brak rachuby czasu. Trzeci są postępowi, ogarniają trendy technologiczne i są zaprogramowani na instalowanie ich w głowach młodszych pokoleń.

Każdy z nich zawsze ma ze sobą balasty, które najchętniej podrzucałby komuś jak kukułcze jajo, a przyjmował z powrotem tylko w dogodnych momentach. W niektórych dniach - wcale. Ale nie jest to realne, więc chodzą z nimi wszędzie. A one ciągle męczą: "mamo,  a długo jeszcze?", "tato, nudzę się" albo ciągle się kręcą i wygłupiają.

Tak, ci ludzie to RODZICE, a balasty to ich DZIECI.

Ci pierwsi nie mają do tych drugich siły ani cierpliwości. Udają, że ich nie słyszą lub powtarzają w kółko niczym zepsuta płyta "przestań", "siedź cicho", "uspokój się", "nie przeszkadzaj", albo podsuwają tablet, żeby nareszcie się czymś zajęły.



Ale ktoś z Was nagle powie: "hej, nie oceniajmy tych ludzi, powinniśmy popatrzeć szerzej: że być może mieli akurat ciężki dzień, albo i kawał życia dał im w kość do tego stopnia, że nie umieją inaczej. Potrzeba nam dystansu i zrozumienia".

Może.

Może kobieta siedząca w restauracji jest wpatrzona w swoją komórkę bardziej niż w posiłek, bo akurat rozmowa, którą prowadzi ma kluczowe znaczenie dla jej życia? Może dziecko, które co chwila czegoś od niej chce i wydaje się, że jest ignorowane, tak naprawdę nie dotrzymuje słowa, że miało dać mamie chwilę porozmawiać? Być może cały weekend spędziła razem z dzieckiem bez minuty przy monitorze, a teraz tak się złożyło, że osoba, z którą rozmawia na messengerze ma czas tylko w tym momencie?

Tylko co zrobić, skoro ona jednak wygląda jak człowiek sztucznie wklejony do obrazka z realnego świata, a tak naprawdę przebywający w otchłani wirtualnego? Co zrobić z widokiem dziecka, które zabiega o atencję, zadając pytania, które przebrzmiewają bez echa lub prosząc o pokrojenie kotlecika, a jedyne komunikaty, jakie otrzymuje to "nie teraz", "już, już, już, już ...", "mhmmm" i tak dalej? Jak oprzeć się wrażeniu, że to kolejny człowiek taszczący balast przykuty łańcuchem do nogi?

Możliwe, że mężczyzna, siedzący w poczekalni przychodni ma za sobą poważną rozmowę w pracy, albo pracuje fizycznie i zwyczajnie nie ma już sił zajmować się synem, który nudzi się czekając na swoją kolej? Może coś jest nie tak z jego zdrowiem, albo ze zdrowiem syna i dlatego myślami jest ciągle gdzieś daleko? Czy dlatego prawie przysypia na krzesełku, a synowi podsuwa telefon, żeby ten przynajmniej miał zajęcie?

Tylko jak go usprawiedliwiać, skoro wygląda jakby zwyczajnie nie miał pomysłu na to całe bycie ojcem i tylko czeka aż ktoś uwolni go od jego balastu?



Na takie obrazy patrzy się z ogromnym smutkiem, ale ... wcale nie musimy ich oceniać, nie o to chodzi. Popatrzmy na siebie i my przestańmy być ludźmi z balastami. My postawmy na rozmowy, śmiech, dotyk dłoni i spojrzenia w oczy. Zauważmy nasze dzieci, wysłuchajmy ich i traktujmy jak ludzi, którzy mają rozum, serce i potrzeby oczekujące na zaspokojenie. Wypełznijmy z wirtualnego świata, z marazmu, z szarej rzeczywistości i postarajmy się o więcej barw w naszym życiu. Zatrzymajmy się na chwilę, przestańmy przeliczać godziny, pieniądze i stracone szanse. Zacznijmy sobie zdawać sprawę z tego jak wiele od nas zależy i że wszystko, co w naszym życiu jest nie tak, możemy zmienić. Krok po kroku, dzień po dniu, uśmiech po uśmiechu. 

Nie traktujmy dzieci jak zbędnych balastów, bo one zaczną się dokładnie tak czuć. Pokażmy im raczej, że nawet proza codzienności, nawet pęd za sukcesem czy też postęp cywilizacji nie jest w stanie zakłócić tej jedynej w swoim rodzaju relacji między nami a naszymi dziećmi. Bo sposób, w jaki tę relację zbudujemy będzie już nieodwracalny.


***
Miło mi Cię gościć, zapraszam jeszcze do napisania kilku słów komentarza po przeczytaniu tekstu :)

Bo widzisz takie pisanie bez komentarza jest trochę jak wejście do pokoju pełnego znajomych i opowiedzenie im swoich przemyśleń, historii, wątpliwości, przy których każdy kiwa głową, uśmiecha się albo marszczy brwi, ale ... nic nie mówi. Kiedy kończysz każdy odwraca się i wraca do swoich zajęć pozostawiając Twoje słowa bez odpowiedzi. Słabo trochę, nie?
A człowiek - zwierzę stadne z natury, pogadać lubi ;)

Odwiedź mnie na FB Agaffio - Fan Page

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.