Nie podcinajmy dzieciom skrzydeł, pomagajmy im je rozwijać! (+ KONKURS)


Każdy rodzic czy nauczyciel chce, żeby dzieci były zaradne, asertywne, pewne siebie, otwarte na ludzi, umiały rozwijać swój potencjał. Niestety działania, które podejmujemy względem dzieci tu i teraz mogą przynieść odwrotne skutki w przyszłości. Zamiast doceniać wyjątkowość i niepowtarzalność tych małych ludzi, my toczymy boje o bałagan w pokoju, wymagamy ślepego podporządkowania i realizowania naszych oczekiwań, każemy im być grzecznymi, a najważniejsze dla nas są oceny i osiągnięcia.

W moim domu staram się iść w stronę otwartości na dzieci i widzę jakie pozytywne skutki przynosi takie wychowanie, ale niestety czasami zdarzają się sytuacje, w których daleko mi do uskrzydlającego rodzica:

Mela odmawiała kąpieli, choć argumentowałam, prosiłam, przekonywałam. Ale wciąż tylko nie i nie, a na koniec stanowcze, wręcz zuchwałe "nie i już!". Odpuściłam, zajęłam się naczyniami, ale złość we mnie rosła. Mela tymczasem poszła się bawić. "Może przemyśli moje prośby i w końcu pójdzie do wanny?" - zastanowiłam się. Ale nie! Ona przyszła i spytała czy chcę zobaczyć jej sztuczkę. Odmówiłam, tłumiąc w sobie złość. "Pójdziesz kiedy skończysz zmywać?" - drążyła i wtedy coś we mnie pękło. "Nie i już! - wybuchłam, posyłając jej surowe spojrzenie, a ona spuściła głowę i odeszła.

Brawo! Wspaniale załatwiłaś sprawę, teraz na pewno córka zrobi to, co zechcesz - pomyślałam autoironicznie - rodzicielstwo: level master, sam Korczak lepiej by nie zagrał! Prostym trikiem nauczyłam dziecko odpłacania pięknym za nadobne oraz apodyktycznego traktowania. Po chwili na szczęście włączyłam myślenie, porozmawiałam z Melą, przeprosiłam i postawiłam sobie szereg pytań: czy sprawiając dziecku przykrość mogę osiągnąć porozumienie i zyskać to, na czym mi zależy? Dlaczego córka mnie nie posłuchała, choć tak usilnie przekonywałam? I dlaczego ja właśnie w taki sposób zareagowałam na jej odmowę?

Odpowiedź na te wątpliwości przyniósł mi pewien GŁOS:

"W większości przypadków podejmujesz się takich działań, kierując się jak najlepszymi intencjami. Tym bardziej czujesz się sfrustrowany, gdy dziecko reaguje oporem na twoje chęci i troskę. W takich przypadkach motywowanie zaczyna przypominać przeciąganie liny - im bardziej ciągniesz w swoją stronę, tym bardziej druga strona ciągnie w swoją. Masz poczucie, że twoje dziecko robi ci na złość? Tak nie jest. Jego reakcja na twoje przymuszenia jest jak najbardziej naturalna i wpisana w ludzką naturę. Tak właśnie reagujemy, gdy czujemy, że ktoś próbuje odebrać nam autonomię i możliwość decydowania o sobie".

Ta myśl dokładnie opisuje nas w tamtym momencie. To, co zrobiłam nie było motywowaniem, tylko próbą wymuszenia na dziecku spełnienia moich oczekiwań, a dziecko po prostu nie miało prawa głosu. No dobrze, ale sama świadomość tego nie wystarczy. Co w takim razie jest lepsze?

GŁOS mówi:

"Motywowanie może stanowić próbę sił i przypominać spotkanie na ringu, ale może też opierać się na współpracy i budowaniu wspólnych celów - wtedy staniecie się partnerami we wspólnym tańcu. (...) Spotkanie na parkiecie opiera się na współpracy. Dobry taniec jest waszym wspólnym celem. Wiesz, że twój partner ma swoją autonomię, z którą się liczysz. Aby partner chciał z tobą tańczyć i pozwolił ci się prowadzić, musi czuć się przez ciebie zaakceptowany".

Taniec - co za piękna i trafna metafora! Tańcząc nie szarpię partnerem i nie narzucaniu mu swojego tempa, tylko dostosowujemy się do siebie i staramy się tańczyć równo. Analogicznie - w motywacji nie chodzi o nakłanianie drugiej osoby, żeby nam uległa, tylko na rozmawianiu w taki sposób, aby ją zachęcać, ale i szanować granice, które stawia. Jak więc powinnam zadziałać wobec mojej córki?

"Jeśli spróbujesz odkryć, co stoi za danym zachowaniem, będzie ci łatwiej nawiązać z dzieckiem współpracę prowadzącą do rozwiązania tej sytuacji."

I tu mam konkret! Czy ja spytałam dlaczego nie chce się umyć? Czy okazałam empatię i zainteresowanie jej powodami? Czy zaproponowałam kompromis? I czy byłam nastawiona na to, że dziecko ma prawo do odmowy? Żadna rozmowa ani tym bardziej próba zrozumienia Meli nie miała miejsca! A przecież wystarczyłoby kilka słów, kilka pytań, krótka rozmowa zamiast złośliwości.



Podobnie jest z utrzymaniem porządku w pokoju. Czasami, kiedy proszę o posprzątanie moje dzieci zaczynają bawić się zabawkami lub narzekać, że są zmęczone najbardziej na świecie. Albo kiedy proszę o umycie zębów one stają przed lustrem i zaczynają bawić się w miny. I co ja mam wtedy robić i myśleć?

"Twoje dziecko nie robi czegoś nie dlatego, że nie chce, ale dlatego, że w tym momencie nie potrafi inaczej. (...) Ono od pierwszych momentów swojego życia chce z tobą współpracować - bardzo często zdarza się jednak, że nie ma wystarczających umiejętności, aby spełnić twoje oczekiwania. (...) Twój główny cel nie powinien więc polegać na zmotywowaniu dziecka, ale odkryciu jakich umiejętności brakuje mu w tym momencie do podjęcia współpracy z tobą".

"Gdy stawiasz cel do zrealizowania, powinieneś pamiętać, aby był on jak najbardziej konkretny i jasny. (...) Choć z twojej perspektywy komunikat "posprzątaj bałagan" wydaje się jasny, to dziecko może nie wiedzieć czego od niego oczekujesz."

To jest prawda! Kiedy zaczęłam z empatią i spokojem dociekać o co moim dzieciakom chodzi, okazało się, że one nie bardzo wiedzą jak mają poskromić bałagan. Na początku główną przyczyną był brak organizacji w pokoju. Dopiero kiedy postawiłam im osobne pudełka na kredki, specjalne pudło na prace, kosz na zabawki, meble na ubrania [po przeprowadzce nie mieliśmy ich od razu] i pokazałam co gdzie ma leżeć, one zaczęły to rozumieć, a nawet same tego pilnować. Bałagan i porządek przestały być pojęciami abstrakcyjnymi. Ale był jeszcze jeden powód, który znalazłam, zadając proste pytania i próbując odkryć co stoi za ich zachowaniem. Dowiedziałam się, że one po prostu potrzebują mojego towarzystwa. Kiedy zaczęłam im pomagać w porannej i wieczornej toalecie zauważyłam, że nie tylko zależy im na mojej bliskości czy wsparciu fizycznym, ale i na potwierdzeniu, że robią to dobrze, np. że dokładnie umyły zęby. Nie znaczy to, że teraz zawsze muszę przy nich stać i wszystko z nimi robić. Wystarczy, że w niektórych sytuacjach przychodzę im z pomocą i one wiedzą, że jestem chętna, aby je wesprzeć. Kiedy nie mogę podejść, bo np. pracuję, albo intensywnie gotuję, wtedy proszę, żeby zrobiły tyle ile potrafią, albo mówię bardzo konkretnie co mają zrobić, np. klocki włóżcie do pudełka, książki zanieście na półkę, a ubrania podnieście z podłogi i połóżcie na łóżku. Proste, jasne komunikaty naprawdę potrafią zdziałać cuda! Dzieci nie tylko uczą się dbania o porządek, ale też trudnej sztuki pomagania. A gdy zdarza się tak, że narzekają na zmęczenie, bolące nóżki i rączki tooo ... czy przypadkiem ja też czasami nie zostawiam stert nieposkładanego prania i nie kładę się spać, albo idę zrobić coś odprężającego, np. poczytać książkę? No właśnie.



No dobrze, ale przecież zdarzają się też inne sytuacje - od odmawiania czesania włosów, przez problemy z porannym wyjściem z domu, kończąc na niechęci do wypełniania obowiązków szkolnych. Czasami są one tak trudne, że już nie mamy pomysłu co z tym zrobić. Czy wobec tego nie warto zastosować znanego i powszechnego systemu kar i nagród znanego też jako metoda kija i marchewki? Jest on bardzo popularny w szkołach i przedszkolach, w środowisku pedagogicznym, a zatem musi być skuteczny. Cóż, trzeba przyznać, że pozwala on osiągać to, na czym nam zależy, ale niestety wywołuje też niepożądane efekty uboczne.

1. Z biegiem czasu dziecko, które motywujesz w ten sposób, zacznie oczekiwać coraz większych nagród.

2. Twoje obietnice nagród i zapowiedzi kar mogą spowodować, że nie będzie ono w stanie określić, do czego tak naprawdę chce dążyć.

3. Jeśli zaczynamy komuś płacić (pieniędzmi, naklejkami czy innymi obiektami) za wykonanie pracy, która sama w sobie dostarczała mu przyjemności, motywacja wewnętrzna spada, a wraz z nią zainteresowanie i zaangażowanie w aktywność.

4. Machając przed nosem marchewką (nagrodą) lub strasząc kijem (karą) odwracasz uwagę motywowanej osoby od samej aktywności.

5. Dziecko, które było od najmłodszych lat "tresowane" za pomocą nagród i kar, staje się dorosłym przestającym dostrzegać, co tak naprawdę jest ważne dla niego samego.

"Motywowanie przy użyciu nagradzania można porównać do żywienia się w barze szybkiej obsługi. Jedzenie tam jest tanie i dostępne od ręki. Hamburger na jakiś czas zapełnia twój żołądek i daje chwilowy zastrzyk energii. Jednak w dłuższej perspektywie spożywanie fast foodów niesie ze sobą katastrofalne skutki. Podobne negatywne konsekwencje przynosi motywowanie za pomocą kija i marchewki. To metoda, która działa tylko tu i teraz - na chwilę dodaje energii, ale nie powoduje trwałej zmiany"

Dlatego zamiast pójść na łatwiznę, która na dłuższą metę i tak nie działa, lepiej jest włożyć trochę wysiłku w zmianę nastawienia wobec dziecka. Zwłaszcza, że wywołuje to bardzo pozytywne efekty w jego zachowaniu. Przykład? Oto on. Pamiętacie sytuację z początku wpisu i to moje bezsensowne "nie i już"? Po kilku tygodniach miałam okazję się zrehabilitować:

- Dziewczyny, chciałabym, żebyście za chwilę poszły się wykąpać

Mery się nie odezwała, a Mela przybrała groźną minę
- Co się stało? Widzę, że jesteś zdenerwowana
- Mamo, ja nie lubię się kąpać - oznajmiła stanowczo

Usiadłam na małym krzesełku obok dzieci i zaczęłam spokojną rozmowę
- Aha, nie lubisz się kąpać
- Nie lubię, ciągle to robimy, każdego dnia musimy się kąpać, mam już tego dość! - uniosła się
- No tak, bo teraz latem każdego dnia jesteśmy bardziej brudni
- Ale mi to nie przeszkadza, chyba nic się nie stanie jeśli jeden dzień się nie wykąpię?
- Tylko jeden dzień?
- Tak, tylko dzisiaj - odparła już spokojniej
- No dobrze, ale powiedz mi czy nie przeszkadza ci to, że jesteś spocona i się lepisz?

Pogłaskała się po włosach i z uśmiechem stwierdziła
- Moja grzywka jest śliska, to dlatego, że jestem spocona?
- Tak, może tak być, że to od potu
- Ale ja nie czuję się spocona - odpowiedziała z uśmiechem
- No ale jesteś, bo przez cały upalny dzień biegałaś, a później położysz się w pościeli i cały brud w niej zostanie
- To nic
- A pamiętasz historię o Szymku Brudasie?
- Mamo, to tylko książka, brud się nie rusza
- Tak, brud się nie rusza, ale bakterie się rozwijają. Nie biegają za nami, jak za Szymkiem, ale niektóre mogą wywoływać choroby
- No ale od jednej nocy chyba nic nie zrobią
- Może rzeczywiście od jednej nocy w brudzie nic się nie stanie. Ale jutro się wykąpiesz?
- Tak! - odparła entuzjastycznie

- Dobrze - zwróciłam się do Mery - to chodź Marysiu, umyjesz się, napuszczę ci chłodnej wody to będziesz miała przyjemną kąpiel, bo dziś jest strasznie gorąco

Mery poszła z przyjemnością, bez słowa się rozebrała, a Mela ruszyła za nami
- Nooo, to ja zobaczę tę chłodną wodę i może wtedy się zdecyduję

Puściłam wodę, ale na początku była zimna. Mela sprawdziła ręką i orzekła
- Nie, do takiej nie wejdę

Uśmiechnęłam się
- Dam trochę cieplejszą
- Okej ta jest fajna - uznała Mela i obie z chęcią weszły razem do wanny

I cóż mam teraz powiedzieć? Można? Można! :)



Trzeba jednak wiedzieć, że w motywowaniu nie chodzi tylko o słowa, jakich używamy w danej sytuacji i nie tylko o jednorazowe zachowania. Należy przede wszystkim wspierać wrodzoną motywację dzieci czyli dać im możliwości do realizowania trzech głównych potrzeb psychicznych człowieka:

Potrzebę relacji
Bycie w zdrowej zależności od drugiej osoby stymuluje rozwój i motywuje do podejmowania wyzwań. Relacja oparta na zaufaniu jest fundamentem uczenia się.

Potrzebę kompetencji
Na każdym etapie rozwoju człowiek potrzebuje poczucia, że coś umie i potrafi oraz zauważenia i docenienia wysiłków, które podejmuje.

Potrzebę autonomii
Brak poczucia autonomii i wpływu na swoje działania jest głównym zabójcą motywacji wewnętrznej.

Jakie otrzymujemy efekty? Taki krótki przykład: był taki czas, że Mela na każdy mój ból głowy czy chorobę reagowała nerwowo i z pretensjami pytała "znowu?!". Po moich zmianach dotyczących pomagania sobie i akceptowania uczuć zaczęłam słyszeć od niej słowa: "widzę, że jesteś zmęczona, widzę, że musisz odpocząć, będę starała się być wyrozumiała" i tym podobne. Co więcej, nawet do siostry, wobec której nie raz deklarowała niechęć, zaczęła zwracać się podobnie. Fakt, że nie zawsze, bo jednak co rodzeństwo to rodzeństwo, ale i tak pozytywna tendencja przyprawia o szybsze bicie serca.

I tu nastaje taki moment, w którym chciałabym napisać Wam jeszcze mnóstwo moich własnych wniosków, przykładów z życia i cennych rad, które otrzymałam od mojego GŁOSU, ale czy dalibyście radę poświęcić jeszcze kilka godzina na czytanie? Temat jest szeroki, bo dotyczy całej naszej relacji z dziećmi. Motywacja to nie triki, dzięki którym będzie nam łatwiej postawić na swoim, tylko proces polegający na nauce empatii, odpowiednim chwaleniu i dbaniu o ... nas samych! Wielu z nas myśli, że uskrzydlanie polega na działaniach skierowanych do dzieci, podczas gdy tak naprawdę bardzo dużo zależy od tego, jaki my im dajemy przykład.

Dlatego właśnie przyszła pora na wyjawienie kim właściwie jest ten tajemniczy GŁOS oraz przedstawienie źródła wszystkich cytowanych tutaj mądrości. GŁOS nazywa się Joanna Steinke-Kalembka i jest psychologiem, trenerką umiejętności psychospołecznych oraz autorką bloga Edukowisko, a prywatnie mamą dwóch córek. Wszystkie powyższe cytaty pochodzą z Jej książki "Dodaj mi skrzydeł! Jak rozwijać u dzieci motywację wewnętrzną?".



Książka jest do kupienia na stronie wydawnictwa Samo Sedno [<- kliknij].
Można także wygrać ją, biorąc udział w konkursie, ogłoszonym na końcu tego wpisu :)

Wszystko, co napisałam w tym artykule jest rozwinięte w poradniku w bardzo ciekawy i jasny sposób. Przeczytamy w nim m. in. o tym jak stać się empatycznym lustrem, jak zadbać o naszą automotywację, jaka jest różnica między pustą pochwałą a prawdziwą pochwałą, dlaczego tak ważne jest polubienie naszego wewnętrznego krytyka, na czym polega metoda zielonego ołówka, jak ma się autonomia do wyznaczania granic, kiedy nagradzanie jest techniką sprawowania kontroli a kiedy formą doceniania za wysiłki, co jest lepszą alternatywą dla tablic motywacyjnych i tak dalej. Co najlepsze nie są to tylko suche teorie, tylko podpowiedzi podparte masą przykładów z naszego codziennego życia, ciekawostkami ze świata nauki oraz częścią praktyczną czyli ćwiczeniami, które realnie pomagają zrozumieć o co w tym całym rozumieniu chodzi.

Autorka podkreśla:

"Jeśli miałabym wskazać najważniejszy czynnik odpowiadający za rozkwit potencjału dziecka, wymieniłabym dobrą, wspierającą relację z drugim człowiekiem"

oraz poświęca wiele uwagi temu jak właściwie tę relację budować. Właśnie tu znalazłam wiele wskazówek na to jak stać się osobą naprawdę wspierającą i pozytywną.

* Moje ulubione fragmenty dotyczą m. in. mądrych pochwał i słów krytyki oraz nazywania emocji



Mówienie w taki sposób nie tylko dowartościowuje dziecko, ale też pomaga mi się skoncentrować na tym, co ono do mnie mówi czy robi. Nie rzucam pustego "fajnie", "ładnie", "super", tylko rzeczywiście interesuję się rysunkiem, nową umiejętnością czy opowieścią. I muszę przyznać, że uwielbiam dobierać słowa do własnych myśli na temat tego, co widzę lub słyszę od córek. Rodzi się taka przyjemna nić przyjaźni między nami :)

* Jednym z najciekawszych przykładów, jakie znalazłam w poradniku jest ten o T. Edisonie. Dotyczy on błędów, jakie popełniał naukowiec i jego pozytywnego nastawienia do nich. 

Sławny wynalazca Thomas Edison był znany ze swojej determinacji oraz zaangażowania w pracę. Pewnego dnia przyszedł do niego dziennikarz z lokalnej gazety z pytaniem, skąd czerpie swoją motywację. Od dawna mieszkańcy miasta śmiali się z naukowca i jego niezachwianej wiary w to, że uda mu się stworzyć żarówkę elektryczną.

- Panie Edisonie - zapytał dziennikarz - poniósł pan ponad 100 porażek i nadal pan próbuje? Skąd bierze pan na to siłę?

- Mój drogi chłopcze - odpowiedział z przekonaniem wynalazca - to nie było 100 porażek, ale 100 sposobów na to jak nie należy wykonać żarówki. Dzięki tym próbom jestem 100 razy bogatszy w wiedzę!

Przykład ten przekonuje, że warto polubić własne błędy, znajdować ich dobrą stronę i nigdy się nie poddawać!

* Jednym z najbardziej pomocnych dla mnie ćwiczeń [których w książce jest ponad 40!] była nauka empatii. Mamy tu podpowiedź jak ćwiczyć ją stojąc w korku, rozmawiając z telemarketerem, czytając książki, organizując domowy kącik empatii oraz ... piekąc specjalne ciasto empatii :) Tak, jest przepis!


A teraz czas na konkurs, w którym do wygrania są dwa egzemplarze powyższej książki :)
Gorąco ją polecam i zapraszam do udziału!

Oto regulamin:

1. Napisz komentarz pod tym postem - może to być opinia/pytanie w temacie mojego wpisu, Twoja historia związana z motywacją, wyraz chęci otrzymania książki - pełna dowolność :)

2. Przekaż informację o konkursie swoim znajomym, udostępniając ten LINK

3. Na komentarze czekam do 7 lipca, do godziny 23.59

4. Do dwóch osób powędrują książki "Dodaj mi skrzydeł! jak rozwijać u dzieci motywację wewnętrzną?" od wydawnictwa Samo Sedno


5. Wyniki ogłoszę najpóźniej do poniedziałku, 10 lipca

Powodzenia :)




***
edit 10.07: wyniki konkursu

Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział, pozostawiając komentarz. Było ich tylko 10, a mimo to miałam niełatwe zadanie. Słowa niektórych z Was chwytały mnie za serce, bo znajdowałam w nich moje własne odczucia i po ich przeczytaniu chciałam przekazać książkę każdemu autorowi komentarza. Inne wzbudzały we mnie uśmiech i za te pozytywne akcenty w tak trudnym temacie też chętnie przyznałabym nagrodę. 

Tak naprawdę każdy, kto dostrzega chęć bycia bardziej empatycznym, wspierającym, pozytywnym rodzicem/ partnerem/ współlokatorem/ szefem itd. zasługuje na to, aby powyższą książkę otrzymać. Ale skoro mam tylko dwa egzemplarze, postanowiłam pierwszy przyznać jednej z osób, których komentarz mnie poruszył, a drugiego zwycięzcę wyłonić drogą losowania.


Dlatego pierwsza nagroda powędruje do 

Kasi Dziewiarki

natomiast drugą otrzyma

Agnieszka Studnicka - Siuda


Dziewczyny, proszę Was o kontakt za pośrednictwem Facebooka
najpóźniej do środy, 19.07


Tych, którym nie udało się dziś zapraszam do śledzenia bloga, bo konkursów w przyszłości będzie jeszcze sporo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.