Dziękuję za ten dzień

Czasami, na krańcu dnia panoszą mi się po głowie melancholie o tym, że zawiodły moje siły, cierpliwość i trzosik z pomysłami. Tyle razy lamentuję sobie pod nosem za pośpiech, minimum rozmów i maksimum zasad. I zalewam się poczuciem winy, że to takie bez sensu, ale nie dało się inaczej. A może się dało, ale nie umiałam. I wtedy przepraszam dzieci za taki dzień.

A za dziś dziękuję z całego matczynego serca. Za dzień, w którym naszym śmiechem zagłuszyłyśmy tykanie wskazówek zegara i rozluźniłyśmy pasy uciskających ograniczeń. Nabrałyśmy łyk ciepłego powietrza i beztrosko zbiegłyśmy z góry po soczyście zielonej, wiosennej trawie. Kiedy cieszyłyśmy się zbieraniem mleczy, patyków i kamieni poczułam się jakbym znów była dzieckiem. Niczego nie musiałyśmy, nie przytłaczał nas schemat ani czas. Mogłyśmy zaprosić do nas błogi spokój, usiąść przy szumiącym strumyku i wsłuchiwać się w dźwięki wiosny. Kłaść się na trawie, zrywać żółte kwiatki, iść i zawracać w tą i z powrotem.

Dałyśmy dojść do głosu łagodności i dogadywałyśmy się bez fochów czy ponagleń. W symbiozie i przyjaźni. Popatrzyłam na dziewczynki z dystansem i zobaczyłam ich rozsądek i ostrożność. Dlaczego tak często dopada mnie nieufność i wciąż powtarzam to bezsensowne 'nie'? Czas wyrzucić je ze słownika, bo swoim zgrzytem zagłusza nam dźwięk radości i zabawy. Tak.

Po takim dniu panoszy mi się po głowie tylko wdzięczność i szczęście.
I życzenie: oby częściej.










P. S. Foty są z drugiej połowy dnia, bo w pierwszej wyszłyśmy z domu w takiej euforii, że zapomniałyśmy wziąć aparatu :)

2 komentarze:

  1. Mam to samo przemyslenie. Niestety ten pospiech, to wariactwo, ta porazka cywilizacyjna powoduje inaczej :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gonitwa i pośpiech to głupi doradcy, ale często im salutujemy. Trzeba wtedy pokazać im figę i zrobić sobie taki dzień, który można doceniać, opisać na blogu i cieszyć się nim długo później :)

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.