Nie dasz rady!

Nie dam rady. Nie przejdę między słupkami.
Nie poradzę sobie. Nie otworzę butelki.
Nie uda mi się. Nie pokoloruję tego.

Nie wejdę.
Nie złapię.
Nie dosięgnę.
NIE DAM RADY!

Mówi to dzieciak, który od urodzenia szedł na podbój świata. Z sukcesami osiągał olbrzymie cele swojego malutkiego życia. Pokonywał barierki i bariery, wysokości i szerokości. A przy tym pojmował co to ostrożność i bezpieczeństwo. Pod czujnym okiem rodziców uczył się rozróżniać co można, a czego nie, trenował zręczność i budował świat własnej wartości. Dopóki na plac budowy nie wkroczyli nowi.

Dzieciak był gotowy na przedszkole, miał głód poznawania i towarzystwa rówieśników. Przeskanowali więc mapę placówek w okolicy, zrobili wywiad środowiskowy i wybrali. Jednak przedszkole, na które się zdecydowali zaczęło wzbudzać ich czujność. Podczas dni otwartych, kiedy panie miały szansę zapoznać się z dziećmi i nawiązać z nimi nić sympatii dobiegł ich pierwszy sygnał ostrzegawczy w takiej sytuacji:

Plastikowy domek z tunelem i mini zjeżdżalnią. Kilkoro maluchów na przestrzeni całego kompleksu i górująca nad nim przyszła opiekunka. Młoda, ładna, budząca zaufanie. Wtem dzieciak próbuje swoich sił, wspinając się na zjeżdżalnię od strony zjazdu i ignorując schody. Kombinuje, ślizga się w dół, ale wie, że jeśli się postara to zwycięży. Pani stoi, patrzy z uśmiechem, po czym rzuca lakonicznie: Nie dasz rady. Nic nie dodaje, nie wykonuje gestów. Licha błyskotliwość i wątpliwa zaradność PEDAGOGA rozbłysła w głowach rodziców w postaci lampki ostrzegawczej. 

Aczkolwiek ...

Pierwszy dzień, stres, chaos. Nie interweniowali. Każdy ma prawo do małej pomyłki. Byli wyrozumiali, nie oceniali. Po prostu obudziła się w nich czujność. Poza tym być może dzieciak będzie miał zajęcia w grupie z innymi paniami? Tak też się szczęśliwie stało... A jednak po kilku tygodniach w domu echem odbiło się pierwsze 'nie dam rady'. Zaczęło pojawiać się każdego kolejnego dnia w zmożonej sile i ilości. Ani się obejrzeli, kiedy na każdym kroku słyszeli

Nie dam rady. Nie przejdę
Nie poradzę sobie. Nie otworzę
Nie uda mi się. Nie pokoloruję

Nie wejdę.
Nie złapię.
Nie dosięgnę.
NIE DAM RADY!

Słyszeli i nie dowierzali. Nie spodziewali się, że takie niby nic, jednorazowy pedagogiczny wybryk otworzy furtkę do całej serii pomyłek, które zdołają podciąć dzieciakowi skrzydła. Choć domyślali się, że to był tylko wierzchołek góry lodowej. Na ich oczach dzieciak pełen werwy i zaciętości tracił pewność siebie i przestawało mu się chcieć. Nauczyli go od początku, wsparli i postawili na nogi, mówili, że może, że potrafi, że jeśli się nie uda to trzeba postawić drugi krok i spróbować kolejny raz.

Mieli bardzo ciężkie zadanie. Bo zburzyć coś jest bardzo łatwo, ale odbudować znacznie trudniej. Zwłaszcza w psychice tak małego człowieka.

2 komentarze:

  1. Ojej.. Masakra!!! Ktos kto ma motywowac i uczyc tak zawala na calej linii? Niestety ludzie nie zdaja sobie sprawy z sily przekazu slownego.. A Dzieci sa jak gabki, chlona wszytsko co sie do Nich mowi. Az sie we mnie zagotowalo..
    Mam nadzieje, ze wyprostujecie sytuacje. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak piszesz - ludzie nie zdają sobie sprawy z siły słów, ale ... pedagog powinien.

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.