Strony

Schizy macierzyństwa

Matkoschizy to takie byty wewnętrzne, zamieszkujące psychikę kobiety rozmnożonej. Wraz z urodzeniem się dzieci zaprzysięgają wierność do grobowej deski, więc ja ze swoimi staram się żyć w zgodzie - ja ich nie eliminuję, a one dają mi materiał na notkę. A oto efekt naszej współpracy. Zapraszam na 5 moich schizów, które podkreślają mój jakże chlubny status typowej mamuśki. Tadammm


Schiza podprysznicowa vel urojeniowa

Łazienka, prysznic, muza, relaxing i nagle bach! Płacz, krzyk i apokalipsa! Myślę: 'trzeba lecieć, dzieci ratować', zamykam wodę, zbieram się do biegu, już wychylam nogę z kabiny i ... stoję tak spieniona, 'na bociana' 5 sekund w ciszy i myślę, że albo naprawdę zagrzmiała Trąba Jerychońska i zmiotła Ziemię, albo padłam ofiarą typowej, podstępnej schizy podprysznicowej!



Schiza nostalgiczna
Umówmy się: jestem matką, tak? Pracuję 124 h/dobę, pełniąc usługi w zakresie rozrywkowym, gastronomicznym i medycznym, tak? Mam monopol na wrzaski i dramaty w postaci zadrapanego kolanka i focha-nie-wiadomo-o-co, tak? Należy mi się wychodne, tak? No to pakuję manele, wychodzę, wyjeżdżam, knując złowieszczo jakby tu nie wrócić i zaszyć się w najcichszym miejscu świata, np. na dnie oceanu. Jadę więc, wędruję, no i konwersuję. A o czym? Proste, że o dzieciach! O zabawkach dzieci, o przygodach z dziećmi, o dialożkach dzieci. Oglądam zdjęcia dzieci, myślę o dzieciach, cierpię na przedwczesny syndrom opuszczonego gniazda. Nostalgiczna ciśnie bez litości.


Schiza fantomowa

Przydarza się nam [lub tylko mi] czasami taki lajcik, że dzieci w pobliżu brak. Bo na przykład ktoś okazał miłosierdzie i przygarnął je na kilka chwil. My [lub tylko ja] cieszymy się wtedy wolnością i swobodą gdzieś na mieście, dopóki ...
... nie dojdą moich uszu piski dramaty z jakiejś piaskownicy - wtedy panikuję: 'O matko, to moje! Coś się dziecku stało!'
... nagle nie rozedrze się muzyka - truchleję: 'Boziu, dziecko przecież obudzi!'
... nie zdam sobie sprawy, że żadna mała rączka nie trzyma mojej ręki i w dodatku nie ma jej w zasięgu wzroku - zamieram: 'Moje dziecko! Gdzie jest moje dziecko?!'

Z drugiej strony, lepsza schiza niż real story:



Mam też dwie mocne, ale zupełnie niezabawne schizy lękowo-imaginacyjne. Co ciekawe w innych sytuacjach jestem całkiem spokojna o bezpieczeństwo dzieci, ale te dwie sytuacje przyprawiają mnie o szybsze bicie serca.

Incydentalna

Może to zabrzmi śmiesznie, ale boję się upadku dziecka z krawężnika. Raz zobaczyłam jak Mela potknęła się biegnąć chodnikiem, upadła i przeturlała na jezdnię. Drugi raz, kiedy byłam tuż obok zabezpieczyłam ją przed sturlaniem się. A zza zakrętu mogło przecież nadjeżdżać auto. Moje komórki odpowiedzialne za wypływ imaginacji mocno przeholowują w takich sytuacjach i straszą do nieprzytomności. Choć z wiekiem jest coraz lepiej i upadki kończą się w jednym miejscu, a dzieci nie ulegają przemieszczeniu.


Kidnaperska

O porwaniach dzieci nasłuchałam i naczytałam się tyle, że nic nie jest w stanie mnie przekonać iż jakiś niewydarzony porywacz nie czyha na moje dzieci. Z tego lęku nawet się cieszę, bo dzięki niemu mam oczy dookoła głowy i gotowość do interwencji w każdej chwili, kiedy jesteśmy gdzieś w tłumie ludzi. I kiedy tylko mam okazję to rozmawiam z Melą na temat obcych ludzi i zachowania się w przypadku zagubienia. Niestety jej mały rozumek jeszcze tego nie łapie, ale ma jedną ważną cechę, która przez dość długi czas mnie martwiła. Otóż nie ma zaufania do obcych, nie chce z nikim rozmawiać, ma zapędy introwertyczne, a swego czasu truchlała i wrzeszczała, gdy jakiś mężczyzna tylko na nią zerknął, nie mówiąc o wykonaniu kilku kroków w jej kierunku. Trochę opanowałyśmy sytuację, ale ostrożność i brak zaufania pozostał, więc może to i dobrze. Mery to co innego. Jest otwarta, wesoła, odważna. Mogłaby nas sprzedać za lizaka, albo chociażby za takiego słodkiego psiaka, jak ten na filmie. No właśnie. Film przedstawia eksperyment, w którym jutuber pokazuje rodzicom jak łatwo jest uprowadzić dziecko. Ku przestrodze.



A Wam moje schizy brzmią znajomo? Jakimi możecie pochwalić się Wy? :)

2 komentarze:

  1. Uśmiałam się! :)))) Ale śmiech śmiechem posiadam właściwie wszystkie wyżej wymienione matkoschizy zamieniając jedynie krawężnik na schody :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My, matki trzymamy sztamę. Schizy rulezz :)))

      Usuń

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.