Strony

Czy to, co nasze dzieci publikują na swoich vlogach zawsze jest okej?



Czy macie świadomość, że dzieci też prowadzą swoje vlogi? Ale nie takie wirtualne, tylko w 100% prawdziwe, prowadzone na żywo. Czym się wyróżniają? Otóż autorzy ich nie kontrolują, nie analizują ani nie prowadzą statystyk, zatem nie wymagają żadnej domeny, hostingu ani nawet profilu na Facebooku. Są zawsze w wersji live i uruchamiają się automatycznie przy każdym napotkanym podczas spaceru odbiorcy, dlatego też nie potrzebują przycisków do szerowania. Pamięć wirtualną zastępuje im dysk o nieograniczonej pojemności, zwany mózgiem, a zamiast przycisku "replay" autor kanału repetuje swoją kwestię po każdej prośbie o powtórzenie odcinka. To są vlogi przyszłości, bo mamy autora w wersji 7D, możemy odtwarzać sobie odcinki w różnych wersjach i na bieżąco komentować, dostając w międzyczasie [mniej lub bardziej logiczną] odpowiedź.


I tak na przykład Mela w lutym otworzyła swój kanał, który nazywa się "a ile masz lat, bo ja 5?" i polega na zadawaniu tego pytania każdemu, kogo spotka na swojej drodze. Czasami odcinek kończy się na lakonicznej odpowiedzi zaskoczonego przechodnia i komentarzu zwrotnym Meli: "aha". Ale bywa i tak, że rozmowa się rozwija i odcinek trwa dłużej. Na przykład ostatnio podczas spaceru, kiedy przechodziłyśmy obok dwóch mam z małymi dziećmi wena napłynęła do małej główki natychmiast i już po pięciu minutach młode mamy, oprócz informacji o wieku, otrzymały także pełen opis naszego popołudnia:

jak Mężny wyjechał, więc postanowiłyśmy pójść na rowery, dziewczyny założyły kaski i rękawiczki, zeszłyśmy do piwnicy, a tam okazało się chatka na rowery jest zamknięta, mama wzięła zły klucz, a właściwy zabrał tata, zatem wpadłyśmy na pomysł, że pojedziemy na plażę, więc poszłyśmy po klucz do auta, ale kiedy je otworzyłyśmy to okazało się, że tata zabrał też foteliki, więc nigdzie autem nie możemy się wybrać, no to pomyślałyśmy, że przynajmniej weźmiemy piłkę i pójdziemy na boisko sobie pograć, no i właśnie teraz tam idziemy!

Rozmowa była sympatyczna, pośmiałyśmy się z mamami o dziecięcych słowotokach i w końcu ruszyliśmy każdy w swoja stronę. Nie miałam zupełnie nic przeciwko temu, że dziecko opowiadało o naszych perypetiach, nie byłam zażenowana, nie czułam się wyśmiewana. Wtedy nie, ale nie raz zdarzają się sytuacje, z którymi wolałabym się nie afiszować. Na przykład kiedy odwiedzili nas znajomi, a my byliśmy tuż po wyjeździe, jeszcze nie ochędożeni, nie rozpakowani i zdążyliśmy tylko uprzątnąć pomieszczenia reprezentatywne, a walizy i relikty codzienności zepchnęliśmy do sypialni. Pech chciał, że Mela oprowadzanie gości po mieszkaniu postanowiła zacząć właśnie od zakazanego pokoju. Z zębami zaciśniętymi w nerwowym uśmiechu i piekącymi wstydnie policzkami prowadziłam rozpaczliwe starania o utrzymanie sypialni w zamknięciu, podczas gdy Mela nie mniej uparcie usiłowała wyważyć drzwi. Wrzucanie tego pomieszczenia na ameliowy vlog właśnie tego dnia było dla mnie kategorycznie niedopuszczalne!

Cóż, dziecięce vlogi nie znają ograniczeń ani terminu faux pas, nie stosują się do żadnych etykiet przyzwoitości, tylko po prostu wrzucają na kanał wszystko co jest dla nich atrakcyjne, jak leci. Nie pytają nas o zdanie, nie weryfikują stosownej wersji, tylko w swojej bezwstydnej autentyczności opowiadają nasze życie całemu światu.



Nie jest to trochę tak, jak z nami, kiedy wrzucamy zdjęcia czy filmy z wizerunkami naszych dzieci albo gdy publikujemy anegdoty, których one są bohaterami? Przecież na ogół nie zastanawiamy się czy nasze dzieci życzyłyby sobie takich wynurzeń na ich temat, komentarzy odbiorców albo pokazywania ich twarzy w całym wirtualnym wszechświecie. Na pewno są zdarzenia, do których i one uśmiechną się za kilka lat, albo powiedzą, że wrzucaliśmy naprawdę super foty, ale co jeśli będą miały nam za złe to, że zdradzaliśmy ogromną część ich prywatności i w zasadzie nie wiadomo kto [i jak intensywnie] interesował się tymi publikacjami? Czy na monitory odbiorców powinny trafiać informacje, które mogłyby wywołać rumieniec wstydu? Pewnie nie zawsze tak samo jak do uszu dziadków, przedszkolanek, przyjaciół czy przypadkowych przechodniów nie zawsze powinny trafiać historie na nasz temat. Czy usprawiedliwia nas fakt, że być może za kilkanaście lat, gdy dzieci osiągną już dorosłość, storytelling o każdym kiwnięciu palcem stanie się już totalną codziennością, bez której ludzie nie będą sobie wyobrażali życia? Od pewnego czasu nurtują mnie te pytania i zastanawiam się czy nie traktujemy naszych dzieci jak naszej własności, którą chwalimy się na lewo i prawo. 

Gdzie leży granica i czy mam prawo ustalać ją sama? Chciałabym móc spytać o zdanie same zainteresowane, ale niestety one nie rozumieją jeszcze globalnego wymiaru tej sprawy. Dotychczas jasne było dla mnie, że nigdy nie wystawiam ich na pośmiewisko i myślę, że nie krzywdzę ich w żaden sposób, ale co jeśli moje dzieci będą miały inne zdanie? Analogicznie jak ja nie chcę pokazywać zabałaganionej sypialni, choć dla córki nie stanowi to żadnego problemu, tak i ona może nie chcieć, żebym pokazywała w sieci zdjęcia jej pokoju, choć dla mnie to tylko typowe narzekanie z przymrużeniem oka na życie matko-syzyfki w kółko sprzątającej mieszkanie. Dlatego to, co ląduje w internecie przecedzam przez grube sito i trzymam się zasady, że przed oczy czytelników trafia to, co ładne, ciekawe, zabawne, ale nie uwłaczające. Może któregoś dnia M&M całkiem znikną z prowadzonych przeze mnie stron? Tylko jak będzie wyglądał Agaffio bez Meli i Mery?


A czy Wy "publikujecie swoje dzieci" w necie? Gdzie leży Wasza granica?



***
Miło mi Cię gościć, zapraszam jeszcze do napisania kilku słów komentarza po przeczytaniu tekstu :)

Bo widzisz takie pisanie bez komentarza jest trochę jak wejście do pokoju pełnego znajomych i opowiedzenie im swoich przemyśleń, historii, wątpliwości, przy których każdy kiwa głową, uśmiecha się albo marszczy brwi, ale ... nic nie mówi. Kiedy kończysz każdy odwraca się i wraca do swoich zajęć pozostawiając Twoje słowa bez odpowiedzi. Słabo trochę, nie?
A człowiek - zwierzę stadne z natury, pogadać lubi ;)

Odwiedź mnie na FB Agaffio - Fan Page

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.