Jak dla mnie jest niewinna.

Kiedy przeczytałam o niefortunnym spotkaniu Anny Wendzikowskej z Sigourney Weaver, podczas którego ta pierwsza wykazała się nieznajomością teoretyka teatru, J. Grotowskiego, to w pierwszej chwili pomyślałam, że wstyd to trafne określenie. No bo TA branża, TAKIE studia, TA narodowość, więc jak nic powinna słyszeć o mistrzu. No i artykuł krzyczał, że wstyd. Właściwie to wstyd skandowały wszystkie komentarze, na które się natknęłam.


Prześledziwszy kilka tekstów i przemyślawszy sprawę stwierdziłam, że może i powinna znać nazwisko legendarnego reżysera, ale jeśli nie jest alfą i omegą [nawet w swojej profesji] to też się świat nie wali. I że w sumie to większy wstyd jest wtedy, gdy ofiara wpadki nie wyjdzie z sytuacji z twarzą.

Wtedy zrobiłam to, co każdy rozsądny człowiek zrobić może zanim wyda opinię: sprawdziłam czy wyszła z twarzą. Po takiej internetowej nagonce byłam pewna, że dziewczyna została niewybrednie ośmieszona i poniżona przez aktorkę, po czym pogruchotała resztki godności podczas nieudolnych prób wybrnięcia z zażenowania. Byłam pewna, że dała się pogrążyć i to było gwoździem do trumny jej występu.

Po czym okazało się (obejrzyj nagranie) ...

Seriously? To jest ta wielka światowa afera? SW wyjaśniła kim był rzeczony mistrz, AW powiedziała, że trochę się wstydzi, SW odrzekła, że niepotrzebnie i zakończyły sensację bez podśmiechujek, niezręczności, a nawet rumieńca.

Nie dziwię się mediom, które nakręciły cały ten skandal, doprawiając wielką ideologię do reakcji aktorki na odpowiedź dziennikarki. Nie dziwię się, bo one mają parcie na kliki i lajki, które zyskują na aferach właśnie.

Dziwię się zrywowi społeczności, która nagle poczuła narodowy obowiązek wytknięcia dziennikarce nietaktu, choć gdyby ta niewiedza nie została wyolbrzymiona - niewielu by ją zauważyło. Szkoda natomiast, że nikt nie dostrzegł iż gwiazda wielkiego formatu jest w stanie docenić wybitność i zasługi polskiego reżysera. Ale nam łatwiej jest parskać śmiechem na jednych niż doceniać drugich.

Dla mnie jest niewinna. My jesteśmy winni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Spodobał Ci się tekst? - skomentuj. Nie spodobał? - udostępnij.
Albo i na odwrót.